JudasPriest napisał(a):

|
No tak. Miałem nadzieję że jest tu ktoś z hiszpańskim, zeby streścić.
|
'W Krakowie bez wygranej w derbach lepiej zapomnieć o wychodzeniu na ulice przez jakiś miesiąc'. We fragmencie o derbach, zapytany przez dziennikarza czy ogarniał temat derbów przed przyjazdem do Polski odpowiada szczerze 'nie'. Dziennikarz swoją drogą obeznany, zaznaczył że to jedne z największych derbów Europy nazywane Świętą Wojną ;-)
Pol opowiada, że pierwszą rzeczą, którą się dowiedział po przyjeździe było znaczenie derbów. Weterani i sztab wyjaśniali jakie ma znaczenie ten mecz i czym on jest dla klimatu nie tylko klubu ale i całego miasta. Opowiada o rozmowie z Sobolem (który według jego słów jest u nas bardzo ważny), który mu przekazał, że dla jego i jego rodziny bezpieczeństwa lepiej jest wygrać ten mecz ;-) Ach i odniósł się do słynnego 4-1 ;-)
O meczu bez gości opowiada, że było spokojnie i cicho, bo nie było kibiców. Ale już o wyjeździe na drugą stronę.Błoń odpowiada, ż było trochę mniej bezpiecznie. Opowiada o zdarzeniach na trybunach przy wyniku 3-0, o przerwaniu meczu. Mówi, że ich to zirytowało, bo wybiło ich to z rytmu, a grali świetny mecz. Na koniec tego wątku zaznacza, że nasi cieszyli się przez cały rok
A ogólnie opowiada o tym dlaczego się przeniósł do Polski (potrzebował zaufania i czegoś.nowego, żeby odnaleźć się znowu w świecie piłki, wybrał więc Wisłę pomimo oferty z Segunda Division). Uważa, że przejście do Wisły było najlepszą jego decyzją w karierze i rozwinęło go zarówno jako piłkarza jak i człowieka.
Dziennikarz dopytuje go jak się czuł w Wiśle i jak się tu zaadaptował mając 7 Hiszpanów w składzie i trenera z tego samego kraju. Pol odpowiada, że przez rok, gdy trenerem był Kiko czuł się znakomicie - miał wsparcie trenera i drużyny, zaufanie do jego gry. Uważa, że jego znajomi Hiszpanie pomagali mu w adaptacji i że dzięki temu poczuł się dobrze z kulturą, pogodą i futbolem w Polsce. Drugi rok wspomina jako ten, w którym przyszło więcej jego krajan i jak wiadomo czuł się z tym znakomicie, bo mógł z nimi rozmawiać ;-) Ale jak wspomina nie było to konieczne, bo czasami warto jest wyjść poza własny ....idołek i zapoznać się z innymi piłkarzami. Dzięki temu ma wciąż kontakt z innymi piłkarzami (Polakami) z byłej drużyny.
Opowiada o tym jak bardzo podobało mu się w Wiśle ('najlepsze 1.5 roku w mojej karierze. Niemożliwe jest zapomnieć tych ludzi, byli niesamowici. Zyskujesz szacunek kibiców i kolegów z drużyny z dnia na dzień, trenując ze względu na styl bycia. Miałem szczęście, bo ustawiłem się tam bardzo dobrze i to dało mi spokój z drużyną. Mogę tylko wyrazić wdzięczność dla nich i myślę, że gdyby sprawy w Wiśle były ogarnięte mógłbym tam jeszcze wiele zrobić.
Porusza też wątek pseudonimu Pitbull i tego jak zyskał go.swoją grą. Już w Hiszpanii grał podobnie, ale dopiero w Polsce zyskał taki przydomek.
Poza tym mówi o derbach z Legią (to jak Gran Derby Polski, których piłkarze nie potrafią zapomnieć ;-) ), o porażce związanej z brakiem awansu do pucharów (w klubie takim jak Wisla oczekiwania są naprawdę wysokie), o braku przedłużenia kontraktu mimo chęci (rozmowy zaczęły się w lutym, ale zła sytuacja ekonomiczna klubu spodowodała, że podpisał kontakt w Holandii. Ze względu na stabilizację finansową.musił wybrać inną.drogę).
A reszta o Willem i życiu w Holandii.