Po krótkim zastanowieniu się nad całą sytuacją Wisły wydaje mi się /łącząc logicznie fakty/, że sprawy mogły wyglądać następująco:
Panowie Vanna Ly i Mats Hartling /tego trzeciego łysego nie liczę, bo tylko zwykła przyczepa/ pojawili się w orbicie Wisły w analogiczny sposób jak Meresiński.
Meresiński został wypatrzony przez pewne osoby podczas jego starania się o przejęcie Korony Kielce i po jego tam odwaleniu, wytypowany do odegrania komedii z przejęciem Wisły, czyli gdzieś sie pokazał i wpadł w oko tym co trzeba.
Vanna Ly prawdopodobnie obił się o uszy komuś z Wisły podczas negocjowania z klubem z Genui sprawy Brleka /na zasadzie pogaduszek o trudności ze spłaceniem długu za tego grajka i opowiadaniem historyjek jak to taki jeden dziwny typ próbował ich na czymś orżnąć/. Myślę, że wtedy "nasi" usłyszeli nazwisko Vanna Ly.
Pewnie nastąpił kontakt, a poprzez niego z Hartlingiem i mamy układankę.
Wydaje mi się oni mieli na tyle długo odgrywać swoje role, by Wisła upadła i nie było powrotu do pewnych spraw. Być może Vanna Ly skasował swoją dolę i zniknął nie mając ochoty dłużej się wygłupiać i stąd te śmieszne oświadczenia Hartlinga.
To tylko hipoteza, ale wydaje się prawdopodobna
