Virusman napisał(a):

|
Dla mnie Wisła to tradycja, historia, ludzie i uczucia (kolejność losowa). Przez ostatnie dwa lata sam uczestniczyłem w bezczeszczeniu tradycji i historii Wisły jako nieświadomie wspierający sponsor. Ludzi, z którymi kiedyś chodziłem na mecze na C, już coraz mniej, nawet na piknikach. Najwięcej zniechęciło się po tym, kiedy było widać, że doping, czy oprawy są coraz bardziej chuligańskie i po akcji z wymianą zgód. Wiślackie przyjaźnie również wykroczyły poza mecze i Wisłę. Natomiast to stanowi pół biedy, bo na mecz zawsze ktoś się znajdzie, a można iść też samemu. Najgorsze jest to, że chodząc na mecze wspierało się ludzi - "kibiców", "Wiślaków" - z którymi nie tylko się nie identyfikuję i nie popieram, ale którzy również niszczyli cały czas ten klub.
|
Dzięki za ten post i przepraszam, że ograniczam w cytacie do jednego akapitu. Chciałbym go zestawić z tym, co napisał Jadczak.
"Zaślepieni i sfrustrowani kibice stworzyli toksyczną, przesączoną hejtem i agresją atmosferę, która odpychała i nadal odpycha od klubu â czy to potencjalnych inwestorów, czy po prostu zwykłych piknikowych kibiców. Jak czegoś z tym nie zrobicie, to sytuacja klubu szybko się nie poprawi i nawet z grą w czwartej lidze możecie mieć problem."
Zastanawiałem się nad tym ostatnio. Kiedyś chodzących na C wzywano do tego, żeby chodzić na czerwono, większość tak była poubierana, ale stopniowo coraz więcej pojawiało się zgrywających sztywniutkich. Czarne kurtki, czarne koszulki, te sprawy.
Z czasem wielu z C przeszło na inne sektory, ale atmosfera zaczęła się zmieniać na całym stadionie. Dziś nie trzeba się specjalnie rozglądać, by na E dostrzec emblematy rekinowe i bluzy z maczetami. Nie przeszkadzają mi na stadionie przekleństwa, race, nawet wyzwiska. To normalne.
Piłka to emocje, ale jest jeszcze klimat, a ten się.zepsuł. Choćby: co mecz na shoutboksie były jakieś dywagacje o tym, co działo się na E24.
Dziś dla wielu chodzenie na stadion wymaga przymykania oka na niektóre sprawy. I niewykluczone, że niektórzy nie mają na to ochoty, więc po prostu nie idą.