Wyświetl pojedynczy post
Virusman
Senior Member
 
 
Od: 10.2005
Skąd: Kraków

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#15834
Stary 01.01.2019, 19:20
Jakiś czas temu pisałem, że gorzej być nie może, bo przecież i tak lecimy do IV ligi... Myliłem się. Wydaje się, że realizuje się jeszcze gorszy scenariusz...

No i co teraz? Zobaczymy co będzie za niespełna dwa miesiące, ale dajmy na to, że Wisła zacznie rundę wiosenną i zagra na Reymonta. Pójdziecie na mecz? Jeśli tak, to do kogo pójdą pieniądze za spotkanie?

Te wszystkie zbiórki, zbiorowe ruszenia, żeby wspomóc klub - to wszystko okazało się niewiele poziomów niżej w swojej szkodliwości niż fałszywe akcje na chore dzieci. Nie było to aż takie bezczelne, bo chyba intencje zbierających były dobre, więc nie można winić organizatorów akcji. Koniec końców efekt akcji niestety jednak był taki sam: pieniądze poszły do gangusów i oszustów. Ja sam wsparłem chyba wszystkie zbiórki. Czuję się oszukany i okradziony, a także po prostu głupi. Należę teraz do socios. Idea jest piękna, wszystko wydaje się naprawdę w porządku. Ostatnio sam zagłosowałem za pokryciem drobnej części zaległości wobec Arsenica. Dziś zacząłem mieć wątpliwości. Co jeśli dzięki tym pieniądzom, ktoś bardziej okradnie nasz klub?

I to jest najbardziej tragiczne... Ta niemoc. Ta bezradność. Już nic nie wiadomo. Nie wiadomo, czy pomoc jest dobra. Nie wiadomo, czy brak pomocy jest lepsza. Nie wiadomo, czy dobre intencje i pomysły są pomocne, czy szkodliwe. Nie wiadomo, kto jest właścicielem klubu. Nie wiadomo dokąd brniemy. Nawet nie wiadomo czy i kiedy upadniemy. Dobrzy okazali się źli, źli okazali się dobrzy. Kogo wspierać? A przeciwko komu stać? I czy to w ogóle ma jakiekolwiek znaczenie?

Może Majchrowski, Jadczak, Stanowski, czy Bednarz nie grali do tej pory czysto, przynajmniej z tego co mi samemu obiło się o uszy. Ale kiedy będziecie wychwalać Zbymaków, Ryszardów Niemców, czy Mięttów-Mikołajewiczów (mimo, że akurat jemu i tak zawdzięczamy dużo, przede wszystkim ponieważ sprowadził do nas Cupiała) którzy pisali tylko to, co chcieliśmy przeczytać, zastanówcie się, kto koniec końców miał rację. Argumentum ad hominem nie jest błędem logicznym tylko wtedy, kiedy nam się to podoba. Syndrom oblężonej twierdzy działa nie tylko wtedy, kiedy my się na niego nie nabieramy.

Realia są takie, że z perspektywy czasu można powiedzieć, że najemnik Legionista Bednarz mógł uratować ten klub. Dziennikarz Jadczak, który - co przecież normalne - pracował nad swoimi materiałami dla swoich własnych zawodowych zysków, był najlepszym źródłem informacji z naszego klubu. Charakterystyka osoby, której "leży na sercu dobro Wisły Kraków", jak to mówiła Sarapata, jest totalnie bez znaczenia.

Mnie to już w ogóle nie obchodzi, czy jakiś pracownik klubu, czy ktoś kto kręci się wokół niego jest Wiślakiem, czy nie. Może oprócz piłkarzy i w jakiś sposób medialnych stanowisk, ale tylko ze względów marketingowych, abyśmy my klienci, czyli kibice mieli się z kim identyfikować, tak jak stare baby identyfikują się ze swoimi rówieśniczkami w głupich, polskich serialach.

Intencje nie mają najmniejszego znaczenia. Zresztą co to znaczy bycie Wiślakiem? Wierność, czyli "pojęcie, którego wy nie znacie, dzisiaj wrogu wczoraj bracie"? Ci, którzy tak się nią mienili, już wytarli sobie mordy, gdy zmieniali zgody z Lechii i Śląska na Ruch i Widzew. A może jedność z innymi "braćmi po szalu", bo przecież "cała Wisła zawsze razem"? Chyba nie tak zawsze skoro najwierniejsi ładowali innych "braci" na C albo prosili o twarzówki i ostracyzm nieuczestniczących w bojkocie przeciwko Bednarzowi? A może Wiślackość to niepozwolenie na bycie "niegodnym podania ręki"? No tak, przecież honor to okradanie z pieniędzy i niszczenie swojego własnego klubu. Może to jednak okrzyk "Wisła nigdy nie zginie" pokazuje, że jest się Wiślakiem? Można krzyczeć, ale jeśli tworzy się wręcz nierealną i niemożliwą sytuacje, że poprzez jakieś niejasne zagrania, istnieje jakaś tam możliwość, że klub może uschnąć w arbitrażach międzynarodowych i egzotycznych licytacjach, to takie powiedzonka wypisywane lub krzyczane przez pewne osoby są raczej żałosne.

Dla mnie Wisła to tradycja, historia, ludzie i uczucia (kolejność losowa). Przez ostatnie dwa lata sam uczestniczyłem w bezczeszczeniu tradycji i historii Wisły jako nieświadomie wspierający sponsor. Ludzi, z którymi kiedyś chodziłem na mecze na C, już coraz mniej, nawet na piknikach. Najwięcej zniechęciło się po tym, kiedy było widać, że doping, czy oprawy są coraz bardziej chuligańskie i po akcji z wymianą zgód. Wiślackie przyjaźnie również wykroczyły poza mecze i Wisłę. Natomiast to stanowi pół biedy, bo na mecz zawsze ktoś się znajdzie, a można iść też samemu. Najgorsze jest to, że chodząc na mecze wspierało się ludzi - "kibiców", "Wiślaków" - z którymi nie tylko się nie identyfikuję i nie popieram, ale którzy również niszczyli cały czas ten klub. Pozostały, więc uczucia, bo przecież kiedy Wisła będzie grała, to zawsze będę trzymał kciuki za zwycięstwo i zawsze będzie mi na niej zależało. To jest już we krwi. Jednak oprócz tego Wiślackiego DNA, jest też również rozżalenie i niemoc.

Jaka jest rola klubów piłkarskich? Najbanalniej odpowiedzieć, że emocje i rozrywka. To prawda, ale moim zdaniem to nie wszystko. Zadania klubu wykraczają znacznie poza sport. Kluby sportowe jednoczą i integrują ludzi, budują lokalną społeczność, coś wspólnego, społeczeństwo obywatelskie, przywiązanie do miasta, regionu i kraju. Edukują również dzieci, młodzież, ale też dorosłych. Promują ważne wartości. Myślę, że nie jestem jedyny, który tak uważa. Nie mówię, że Wisła nie spełnia żadnej z tych roli. Mimo różnych akcji, szczególnie charytatywnych wspierających klub, jak i potrzebujących, i tak chyba o tym zapomnieliśmy o podstawach. A gangsterskie poletko zorganizowane, wspierane i akceptowane przez ludzi we władzach klubu, TS i nas rujnuje coś wielkiego zbudowanego przez parę pokoleń.

Do wiosny trochę czasu. Nie jest pewne, czy w ogóle wystartujemy. Ale nauczony doświadczeniem, jeszcze zobaczymy, czy zapłacenie za bilet to będzie działanie na korzyść klubu. Wizyta na meczu z Lechem to niestety było, no powiedzmy sobie szczerze, frajerstwo. Sarapata, jej świta i SKWK wyrzygali się nie tylko na ludzi, którzy poszli na spotkanie z Amicą, ale również na organizatorów i wspierających #ReymonTTa22. Jeśli jednak jakimś cudem uda się przetrwać, to ja uważam, że paradoksalnie dopóki gangusy, hochsztaplerzy albo jacyś krętacze z zupełnie innej planety, będą rządzili w tym klubie, to najlepsze i najbardziej Wiślackie co można zrobić to nie dać im ani grosza, czy to poprzez zakup biletu, gadżetu, czy jakąkolwiek akcje charytatywną. To zdecydowanie za późno, ale lepiej późno niż wcale.

Władze SA, TS są totalnie skompromitowane. SKWK, WSH i UW tak samo. Ja wiem, że zaraz ktoś może wyskoczyć, że zna kogoś, kto nie jest zły, nie wszyscy są tacy sami itd. Ja się zgadzam, bo też wiem o paru pozytywnych osobach. Ale bez stanowczego odcięcia się od poprzedników dla mnie ludzie u władzy i organizacje zawsze będą tymi, które zniszczyły i skompromitowały ten klub. Przepraszam tych, którzy działają tam w dobrej wierze i nic złego tak naprawdę nie zrobili, ale taka jest prawda. Ci wrogowie, te JudeGangi, PZPNy, rządy Majchrowskich, Tusków, złych działaczy, medialne korporacje, dziennikarze którymi tak straszyli i straszą nie zrobili nawet 0,1% w celu zniszczenia klubu, ile udało się kumatym i tym "którym leży na sercu dobro Wisły Kraków". Nie mam na myśli jedynie zespołu piłkarskiego, ale również i także i społeczności Wiślackiej. Ale mi wstyd, że na jakąś część z tych farmazonów, chyba jednak nawet nie większość, ale jednak, sam się nabierałem.

Teraz zobaczymy co będzie z podpisanymi umowami. Jeśli Sarapata i osoby stojące za nią narobiły syfu wręcz niemożliwego do wyobrażenia to stoimy w gó*** znacznie większym niż problemy finansowe, kradzieże i degradacja do IV ligi.
ABG ABG ABG
Odpowiedz cytując