Wyświetl pojedynczy post
WannaBe
Junior Member
 
Od: 12.2018

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#14493
Stary 29.12.2018, 12:48
Specjalnie zalogowałem się na tym forum, żeby zadać parę pytań użytkownikowi @filipski .

Ale najpierw uwaga do wszystkich forumowiczów. Czytam to forum od czasu gdy zaczęła się ta cała dziwna sprawa ze sprzedażą Wisły. Wcześniej tu nie zaglądałem, bo co prawda interesuje mnie Wisła, ale nie interesuje mnie "ruch kibicowski", ponieważ - słusznie czy nie - kojarzę go z kibolstwem. Po postach na forum widzę, że jest trochę "normalnych" kibiców, nie mających z tym nic wspólnego, dlatego chciałem, abyście wiedzieli, że właśnie taką "markę" wam - wszystkim kibicom - wyrobili kibole, że przeciętny człowiek postrzega każdego kibica jako kibola. I dopóki nie pozbędziecie się spośród siebie kiboli, to tak będzie, niestety. Weźcie to sobie do serca i zróbcie coś z tym.

A teraz już odnośnie tego, co napisał @filipski :

1) Twoje posty jednoznacznie sugerują, że wiesz coś więcej na temat całej sprawy, niż wiadomo publicznie. Dziwię się, że nikt do tej pory na tym forum cię nie zapytał, skąd masz te informacje i czy mógłbyś to jakoś uwiarygodnić. Więc ja cię o to pytam.
Bo jeżeli nie, to to co piszesz jest takim samym elementem szumu dezinformacyjnego wobec tej całej sprawy, jak wszystkie inne medialne i forumowe spekulacje, na które narzekasz.

2) Kwestia wiarygodności Vanny Ly i Hartlinga jako nowych inwestorów.
Twierdzisz, że podważanie ich wiarygodności jest elementem kampanii poprzedniej ekipy rządzącej Wisłą (czyli kiboli), aby ich zdyskredytować i odsunąć winę od siebie. Ja nie widzę, żeby ktokolwiek na forum "uniewinniał" poprzednią ekipę, dość wyraźnie twierdzi się tu, że to oni są odpowiedzialni za obecną sytuację. Co więcej, popularna jest hipoteza, że Ly i Hartling są w istocie dalszym ciągiem tej samej historii i są tak naprawdę "słupami" dotychczasowej ekipy, którzy mają jej zapewnić "miękkie wyjście" z Wisły, tak jak Meresiński (sprawa również do tej pory nie wyjaśniona jednoznacznie, czyim był słupem) miał im zapewnić wejście do niej.
Ale niezależnie od wszystkiego, jest raczej oczywiste, że Ly i Hartling, czy też ich firmy, wiarygodni nie są. Nie wiem zatem, na czym opierasz swoje zaufanie do nich i przekonanie, że oni są wiarygodni - mógłbyś wyjaśnić?
Krótko rozwinę temat wiarygodności. Jeżeli prowadzisz jakiś biznes, który realnie działa, to pozostawiasz jakieś "ślady" tej działalności. Jeśli coś produkujesz, to śladem jest to, co wyprodukowałeś. Jeśli czymś handlujesz - śladem jest to, co kupiłeś lub sprzedałeś. Jeśli coś budujesz - śladem jest to, co wybudowałeś. I tak dalej. Śladem są twoi kontrahenci, z którymi zawierałeś transakcje, śladem są obroty na koncie bankowym twojej firmy. To wszystko buduje twoją reputację w biznesie i zaufanie do ciebie jako kontrahenta. Na takich "śladach" opierają swoją działalność m.in. wywiadownie gospodarcze, które oceniają wiarygodność firm, i które zwykle wynajmuje się do sprawdzania kontrahentów, gdy ma się dokonać dużej transakcji z nieznanym partnerem.
Brak takich informacji nie świadczy dobrze o firmie.
Skoro nie można dotrzeć do żadnych konkretnych informacji o Ly i Hartlingu, a jedynie do spółek z minimalnym kapitałem, prawie zerowymi obrotami, wirtualnymi siedzibami itp. to wniosek jest jasny - to są słupy. Obruszasz się na na analizę z bloga tego prawnika, którą ktoś tu wkleił, ale co konkretnie masz jej do zarzucenia? On doszedł do jedynego możliwego wniosku, do którego można dojść. Każda wywiadownia gospodarcza, gdyby wiedziała o Ly i Hartlingu tyle, ile o nich wiadomo (czyli nic), doszłaby do takiego samego wniosku i doradzałaby tym, którzy ją wynajęli, najwyższą ostrożność przy zawieraniu transakcji z takimi partnerami, a raczej by w ogóle to odradzała.
Zatem jeżeli wziąć za dobrą monetę twoje zaufanie do "nowych inwestorów", to tymi inwestorami nie są Ly i Hartling, tylko ktoś, kto za nimi stoi i działa rękami tych panów i ich firm - i to on miał lub ma dać pieniądze. Czy wiesz, kto to jest?

3) Twierdzisz, jakoby w umowie były klauzule poufności, które ograniczają bardziej kupującego niż sprzedającego. Dla mnie jest to absurd, bo niby dlaczego kupujący miałby się na takie klauzule zgodzić? Przecież kupujący nie musiał Wisły kupować, nie miał "noża na gardle". Taki nóż miał TS i to TS musiał Wisłę sprzedać. To raczej kupujący w takiej sytuacji mógł sobie zażyczyć dowolnych warunków, na które TS musiałby się zgodzić, bo w przeciwnym razie kupujący mówi - to ja dziękuję, nie kupuję. I TS zostaje z problemem.

4) Sugerujesz, że nowy właściciel dostał dostęp do konta bankowego Wisły SA, na które miał zrobić przelew, ale na koncie "została wyczyszczona historia". Pokaż mi taki bank, który pozwala na "wyczyszczenie" historii konta. To wbrew jakimkolwiek zasadom bankowości. Jeżeli raz na koncie została dokonana jakakolwiek operacja, to jest ona w historii konta forever. Jak masz dostęp do konta - a rozumiem przez to, że nowy właściciel między innymi otrzymał wszystkie loginy, hasła i inne credentiale, które pozwalają mu się zalogować do bankowości internetowej (chyba, że źle rozumiem, w takim razie mnie sprostuj) - to zawsze możesz podejrzeć w systemie jego historię. Nie ma takiej opcji, aby te operacje dało się usunąć.

Miałem chyba jeszcze o coś cię zapytać, ale zapomniałem. Na razie i tak wystarczy, ciekawy jestem, czy w ogóle na to odpowiesz. Przede wszystkim zastanawia mnie, skąd - wbrew wszystkim obiektywnym faktom - bierze się twoje zaufanie do nowych inwestorów (no chyba że wiesz, kim oni naprawdę są, tzn. kto stoi za Ly i Hartlingiem), do tego stopnia, że skłonny jesteś wszystkie wątpliwości w stosunku do nich przypisywać działaniom "starego układu"...
Odpowiedz cytując