Wyświetl pojedynczy post
filipski
Member
 
 
Od: 06.2010
Skąd: Kraków/Bruksela

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#14315
Stary 28.12.2018, 23:53
Dobra, ostatni post na dziś. Widzę, że gawiedź rozgrzana czeka do północy (choć nie ma to sensu), zatem zostawię tu parę myśli, za które możecie mnie rozdziobać jak te kruki i wrony.

Wyobraźmy sobie, oczywiście czysto teoretycznie, że ktoś kupuje naszą Wisełkę. W umowie kupna zawarte są pewne klauzule np. poufności. Wyobraźmy sobie sytuację, że taka klauzula jest przedmiotowo nierówna wobec stron umowy - czyli obie strony ogranicza w różny sposób. Wyobraźmy sobie, że stroną ograniczoną mocniej jest kupujący, a sprzedający w oficjalnym komunikacie informuje przede wszystkim o klauzuli poufności.

Wyobraźmy sobie, oczywiście czysto teoretycznie, że w umowie kupna zawarta jest klauzula zawieszająca, dotycząca spłaty zobowiązań licencyjnych klubu za okres ostatnich paru miesięcy. Wyobraźmy sobie, że w umowie nie są zawarte dokładnie wszystkie długi licencyjne (około 12 milionów), a jednak do mediów idzie przeciek, że wszystkie.

Wyobraźmy sobie, że klauzula poufności obejmuje wszystkie informacje, także o dacie spełnienia klauzuli zawieszającej, a jednak obie strony otwarcie lub poprzez przecieki mówią o dacie 28 grudnia. Wyobraźmy sobie, że albo obie strony łamią klauzulę, albo tego elementu nie ma w klauzuli.

Wyobraźmy sobie, jak najbardziej teoretycznie, oczywiście, że dzień przed rzekomym terminem drogą oficjalną wpływa do sprzedającego dokument, który de facto stwierdza realizację wszystkich klauzul umownych. Mimo tego jednak, nikt ze strony sprzedającego nawet się na ten temat nie zająknie. Co więcej, przekazuje się dziennikarzom wieści dokładnie odwrotne. Wyobraźmy sobie, że dwie z pięciu osób, które można byłoby w tym temacie indagować, dzień wcześniej rezygnują z zasiadania w zarządzie sprzedającego, a pozostałe są nieuchwytne.

Wyobraźmy sobie, dla zabawy, rzecz jasna, że kupujący, zlecając przelewy (bo czemu jeden?), przejmuje klub wprowadzając tymczasowy zarząd, także po to, aby mieć dostęp do danych kont wierzycieli, którym należy spłacić rzeczone należności. Wyobraźmy sobie, że otrzymuje dostęp do tego konta, a na nim... nie ma danych przelewowych. Żadnych. Konto nie ma historii i aby ją odzyskać, potrzeba interwencji w banku. W banku, który zapyta o pełnomocnictwo tymczasowego zarządu i może się przyczepić, że nie jest ono poparte wpisem do KRS. Oczywiście, wyobrażamy sobie, że nowy właściciel może pozyskiwać numery kont indywidualnie, od poszczególnych wierzycieli (większość wszak zatrudnia kupiona spółka), jednak - co możemy sobie wyobrazić - nie tylko zabiera trochę czasu, ale i wpędza kupującego w nielichą konsternację. Łatwo sobie to wyobrazić, bo i nas to konsternuje, na samą myśl o czymś takim.

Wyobraźmy sobie, że kupujący dopiero po przejęciu klubu ma wgląd w niektóre umowy z podmiotami zewnętrznymi, które to umowy nie były przedmiotem audytu, a w których widnieją aneksy zapisane w ostatnich tygodniach. Wyobraźmy sobie, że te aneksy odrobinę wpływają na rentowność klubu. Z punktu widzenia nowego właściciela rzeczywiście odrobinę, ale jednak. Wyobraźmy sobie to, tak dla fantazji.

Wyobraźmy też sobie, Koledzy i Koleżanki, że nowy właściciel spotyka się z pracownikami różnych działów spółki i okazuje się, że... niewielu się pojawiło, a ci, którzy są obecni, delikatnie rzecz ujmując nie przejawiają specjalnego entuzjazmu i otwartości. Z punktu widzenia nowego właściciela są niekoniecznie godni zaufania, wyobraźmy sobie. A przecież wciąż w ich rękach znajdują się kluczowe narzędzia do zarządzania klubem i do jego promocji.

Wyobraźmy sobie wreszcie, że nowy właściciel uzupełnia swoją wiedzę o sprawach, które... są niewyobrażalne. O sprawach, które powinny zajmować kibiców tylko podczas sensów Netflixa. A jednak, są te niewyobrażalne sprawy do wyobrażenia, ba, do skonfrontowania się z nimi. Są sprawy dla prokuratury, dla sądów, dla windykatorów. Są sprawy, które większość inwestorów po prostu z miejsca by odstraszyły.

A propos - wyobraźmy sobie, tak dla potrzeby chwili, że może inwestorzy są właśnie tacy - anonimowi, tajemniczy, skośnoocy, w trampkach i pod parasolem, bo Billowie Gatesowie i Jackowie Ma tego świata nawet by się do Wisły nie zbliżyli? Wyobraźmy sobie, albo przypomnijmy Bogusława C. z czasów, gdy kupował Wisłę. Spróbujmy przypomnieć sobie istotne różnice pomiędzy nim, a nowymi właścicielami.

Wyobraźmy sobie, że dosłownie wszyscy dziennikarze sportowi w tym kraju, włącznie z tymi z Krakowa, nie mają bladego pojęcia o inwestorach, nie mają dostępu do żadnych konkretów i przez to są wystawieni na ryzyko manipulacji. Wyobraźmy sobie, kto ma realną możliwość manipulowania nimi i realną możliwość oceny potencjalnego skutku tej manipulacji?

Wyobraźmy sobie to wszystko, proszę. A teraz, tylko teoretycznie i tak dla rozrywki, spróbujmy sobie wyobrazić, że te wszystkie czynniki decydują o przyszłości Wisły, a nie legendarny już przelew.

Ale oczywiście, to tylko wyobrażenia. Realiści zakrzykną: gdzie przelew?

Może mają rację? A może nowi właściciele też są realistami?

Do widzenia, do jutra
Odpowiedz cytując