|
Stelio trafiłeś w punkt.
Czy gdyby Meresiński przyszedł tu z tym królem Tajlandii, to ktokolwiek zastanawiałby się, że może jednak Tajlandczyk jest spoko milionerem, a Mereś to tylko taki jego wysłannik? No nie. Nikt obrzydliwie bogaty nie chciałby by jego działania firmował taki trzecioligowy agent, który zmyśla, że miał w swej stajni Matusiaka, albo, że zna się z bońkiem.
Naprawdę chciałbym się mylić...
|