Cześć. To mój pierwszy post. Jestem tutaj z wami, jako czytelnik już od jakiegoś czasu. Bardzo mnie boli ( o wkvrwieniu nie wspomnę), to co się dzieje z Wisłą, choć â może jestem naiwny â wierzę że to wszystko się jakoś ułoży. IV liga - jasne to ostateczność - z sensownym, transparentnym zarządzaniem? Brzmi lepiej, niż klub drenowany przez bandytów (nie wrzucam wszystkich do jednego worka).
Boli mnie pewnie dlatego bo â wybaczcie kolokwializm â losy tego klubu nie są mi obojętne. Nie wiem czy mogę przed niektórymi z was, uchodzić za kibica â lecz tak się czuje. Nie chodzę na mecze - oglądam je w telewizji â tylko dlatego że nie mieszkam w Polsce. Gdy jestem w Krakowie, a jestem kilka razy w roku, to tak się składa że w lidze jest przerwa zimowa, albo przerwa letnia. No po prostu czas gdy mogę być w kraju nie jest skorelowany z terminarzem Ekstraklasy. Być może to się uda zmienić, bo planuje w przyszłym tygodniu przyjechać do Krakowa na święta. Specjalnie przed piątkiem, żeby pójść na mecz. Tak się szczęśliwie składa, że moja żona jest rodowitą krakowianką (Wiślaczką!) no i swoje życie teraz dzielimy na Berlin i Kraków. Najpiękniejsze (obok Wrocławia

) miasto w Polsce.
Mimo że nie jestem krakowianinem z urodzenia, a nawet z zamieszkania (mimo że mamy tu mieszkanie), z Wisłą Kraków identyfikuje się od jakiś ponad 20 lat. Pewnie to dlatego, że bardzo często bywałem w Krakowie (chociaż pradziadek zabierał mnie wyłącznie na mecze Garbarni). Teraz mam już nieco ponad 30 lat, a wiecie jak to jest gdy się jest bajtlem. Pierwsze mecze w TV, pierwsze na trybunach (nawet jeśli to V liga) no i pierwsze kiwki na boisku pod blokiem. Pochodzę z Jeleniej Góry, sporą rodzinę mam jednak w Krakowie i gdy nie miałem jeszcze lat dziesięciu wiedziałem że Wisła to taka drużyna, która będzie obecna z moim życiu na stałe. To było jeszcze przed hegemonią krakowskiego klubu, w czasach gdy piłkarze byli biedni jak kościelne myszy. Swoistym dopełnieniem, nagrodą za wcześniejsze troski (ta walka o utrzymanie!) było uczucie jakie owładnęło mnie w późniejszym czasie, gdy nic tak na mnie nie wywarło wpływu, jak mecze Wisły w europejskich pucharach i jej hegemonia w lidze. Pamiętam Wisłę z czasów tuż przed BC, jak i te z nim. Na zawołanie mogę sobie przypomnieć tą ekscytację, gdy do Wisły przychodziły największe nazwiska na krajowej scenie. Jak do bramy klubowej âpukałâ Bukalski, Czerwiec czy Kaliciak. Gdy nie wierzyłem, że ktoś może porzucić grę na zachodzie, żeby znów taplać się w tym ekstraligowym błocie. Gdy nie wierzyłem, że w erze właścicieli-hochsztaplerów, w Krakowie pojawił się ktoś, kto wyprzedzał wszystkich o kilka długości. A jednak. Piękne lata trwały, lecz nic nie jest wieczne. Dziś wypada się nam kibicom (i sympatykom) zmierzyć z nową rzeczywistością.
Teraz jedni zapowiadają koniec klubu, inni są od jakiejś godziny 19 na etapie ekscytowania się jakimiś tam chińczykami (uwierzcie mi mam ciarki na całym ciele, gdy sobie pomyślę że mogłaby to być prawda), a jeszcze inni cieszą się że zabawa zacznie się od IV ligi. Jest jedno co nas łączy. To ten klub. Niech to nigdy się nie zmieni.
Pozdrawiam
Kuba