|
- Początkowo mówiło się o zadłużeniu Wisły na poziomie 20 mln zł, późnej 30 mln zł. Ostatnio zaczęły pojawiać się kwoty w wysokości 40 mln zł, a nawet 80 mln zł.
- Dementuję, to są jakieś plotki. Nie ma tutaj wielkiej tragedii. Wisła jako firma jest do poukładania. Jeżeli zająłby się tym ktoś bardzo poważny, miał czas, by wszystko prześwietlić, to by poukładał tę firmę. Myślę, że z pozostałymi trzema inwestorami moglibyśmy w ciągu siedmiu, ośmiu miesięcy, stworzyć klub na naprawdę europejskim poziomie. Teraz jest za mało czasu. Pieniądze są wymagane już, to jest związane z uzyskaniem licencji na dalszą grę. A wyciągnięcie natychmiast kilkanaście milionów z firmy, którą się prowadzi to bardzo trudne. Do tego przecież trzeba regulować bieżące zobowiązania w klubie, które też nie są małe. Ryzyko jest ogromne. Tak jak wcześniej powiedziałem, bez szczegółowego audytu nikt rozsądny, kto poważnie myśli o inwestycji i chce zrobić z tego coś dobrego, nie podejmie takiej decyzji.
|