Piona napisał(a):

Przepraszam, że tym początkiem wpisu kogoś urażę, ale widząc zdjęcie i stadion w tle, krew mnie zalewa. Jakby synonimem kibica i jedynego słusznego fana musiał być koks, którego boję się na ulicy, chociaż trzymamy kciuki za jedną drużynę. No, ....a.
Miałem ledwie 10 lat kiedy zacząłem trzymać kciuki za Wisłę. Obserwowałem wszelkie mecze na bieżąco od sezonu 97/98. Nigdy nie obchodziło mnie to, kto jest właścicielem, Cupiał, TS czy ktokolwiek inny. Po prostu jak każdy stąd, zaciskałem zęby przy pierwszym gwizdku, a oko cieszyłem grą, gdy było to możliwe. Później, gdy formuła prezesa się skończyła, starałem się pomóc, jak mogłem. Nie nazwę się prawdziwym kibicem, nie jeżdżę bowiem na mecze, bardziej pasuje do mnie słowo "sympatyk". Biorę udział w prawie każdej akcji charytatywnej, kupuję koszulki, mam swoją kartę, jeśli mogę, do koszyka dodaję także bilety wirtualne/dla kogoś. Za czasów Bednarza dodatkowo z ramienia mojej firmy pojawiłem się na R22, zaproponować swoje usługi (działania kompleksowe Social Media). W tamtych latach miałem przejąć nad nimi kontrolę całkowicie darmowo. Niestety zarząd na ostatniej prostej zrezygnował, tłumacząc to chęcią trzymania wszystkiego za biurkiem u siebie. Nie byłem w stanie pomóc bardziej, bo to nie jest mój poziom finansowy. Sytuację też zrozumiałem.
Teraz czytając to wszystko, zwyczajnie chce mi się płakać. Tak po ludzku. Piłka nożna przestaje mnie interesować z roku na rok i Wisła jest jednym z 2-3 klubów z całego świata (nie, żadne Reale Srale) których poczynania obserwuje zawsze. Czytam forum, a konto mam tu praktycznie od kiedy sięgam pamięcią.
Na sercu mi ciężko nie dlatego, że Wasze komentarze przerzucają się błotem, że klub był tak żałośnie prowadzony, że wprowadzono do niego Meresińskiego, a ofertę z Anglii traktuje się poważnie. Nie jest mi niedobrze dlatego, że do klubu wprowadza się bandytów (sic!), a wszystkie akcje z tego roku w których uczestniczyliśmy i wpłacaliśmy tyle, ile mogliśmy, poszły na marne. Nawet nie dlatego, że okazało się, iż długi są jeszcze większe, a fakty zatajano miesiącami, nawet w tak kluczowym momencie.
Czuję tą ludzką bezradność, bo wygląda na to, że nie ma w Polsce ani jednej osoby, która ma chęci, by ten klub uratować. I proszę, nie chwalmy panów z ostatnich rozmów, nawet p. Kwietnia. Kłócenie się o to, kto ma przejąć pałeczkę i kto ma większego penisa nie świadczy wcale o tym, że chciało się Wiśle zrobić dobrze. Pieniądze pożyczyć to pożyczał i Kuba
(....a, naprawdę chciałem go zobaczyć jeszcze w klubie!).
W takich momentach mam żal nawet do siebie, że tych 700 tysięcy zwyczajnie nie mam, by uregulować choć jeden miesiąc piłkarzy, którzy w tym roku sprawili mi więcej radości, niż przez ostatnie pięć lat razem. Jedyne co pewnie teraz można zrobić, o ile nie zjawi się jakiś cudotwórca, za którego mimo wszystko naiwnie trzymam kciuki, to pojawić się na meczu z Lechem. Będę na stadionie 21.12. Pierwszy raz jako kibic. I będę przy klubie zawsze potem, cokolwiek się nie wydarzy.