|
Ananasy z przeszłości :
Aktualna postawa klubu według Piotrka Wawro nie prowadzi do niczego dobrego, a jego zdaniem problem tkwi w osobie prezesa.- Prezes Bednarz nie zna tego środowiska nie rozumie go, a w swojej bezczelności zaszedł tak daleko, że wolał pójść z kibicami na wojnę, niż z nimi współpracować. Jeśli to się nie zmieni, to Wisła stanie się zaściankowym klubem. Co to za klub, który ma na stadionie w tym momencie pięć tysięcy ludzi na stadionie. Gdybyśmy grali w Tarnowie, to sądzę, że na nasze mecze chodziłoby kilkanaście tysięcy ludzi. Pod warunkiem, że prezesem nie byłby Jacek Bednarz.-mówi były prezes SKWK. Sam jako osoba znająca się na prowadzeniu biznesu wie, jak daleko posunęły się problemy Wisły.- Cięcie kosztów nie idzie w parze ze zwiększaniem przychodów. Jest coraz mniej reklamodawców, frekwencje mamy najgorszą od lat, nie ma zysków z gry w europejskich pucharach. Tak się nie da rządzić. Można zwalniać szeregowych pracowników, którzy zarabiali po trzy tysiące złotych, tylko to do niczego nie prowadzi. Lepiej nie podpisywać kontraktu ze słabym trenerem, który w czasach kryzysu w Wiśle zarabia sześćdziesiąt tysięcy złotych, a dodatkowo za każdy punkt dostaje premię w wysokości pięciu tysięcy złotych. Tylko za co? Smuda był dobrym trenerem kilkanaście lat temu, ale potem osiadł na laurach. Trenowanie âna nosâ jest kompromitowaniem klubu. Wisła jest jednym z nielicznych klubów w Europie, która nie posiada trenera przygotowania fizycznego, nie monitoruje treningów. Za wszystko u nas odpowiada Franciszek Smuda. W innych zespołach od tego są sztaby ludzi. Dziwimy się potem, że kolejna wiosna wygląda tak samo. W zimie zabija zawodników jakimiś chorymi treningami, a potem ci piłkarze odzyskują świeżość wtedy kiedy się kończy liga. Potem ten sam trener tłumaczy wyniki kontuzjami. Tylko, że część z nich to kontuzje mięśniowe, czyli pośrednio wynikające ze złego przygotowania. Poza Legią i po części Lechem wszystkie inne zespoły z czołówki nie mają wielkich piłkarzy i są na naszym poziomie. Ale są lepiej przygotowane. Prywatnie niezmiernie irytuje mnie fakt, że Franciszek Smuda uważa się za przyjaciela Bogusława Cupiała i wszem i wobec to ogłasza. Biorąc pod uwagę to ile zarobił w kadrze i wcześniej, na jego miejscu mieniąc się jego przyjacielem w obecnej sytuacji finansowej klubu prowadziłbym Wisłę za przysłowiową złotówkę.
|