|
Zarówno Baszczyński, jak i Mielcarski byli "tylko" dyrektorami sportowymi.
Nikt nie wie jak sprawdziliby się jako członkowie zarządu. To zupełnie inna fucha.
Inna sprawa, że w Polsce nie ma zbyt wielu osób, które faktycznie znają się zarówno na prowadzeniu spółki, jak i na specyfice klubu sportowego w formie spółki. Kluby nie są klasyczną spółką, bo mają inne cele, w "normalnej" spółce na pierwszym miejscu jest wypracowanie zysku, w "sportowej" osiągnięcie sukcesu sportowego, a zysk jest tylko narzędziem. Dlatego większość klasycznych menedżerów (oraz biznesmenów-inwestorów) nie radzi sobie w takich klubach - usiłują za wszelką cenę przenieść klasyczne metody zarządzania do nieprzystającej rzeczywistości.
|