|
To ja opowiem inną historię.
Pracodawca łapie dobre zlecenie i potrzebuje zatrudnić dodatkowo 5 osób. Na początek na czas określony na jeden rok. Jak się sprawdzą i wszystko będzie dobrze funkcjonować, to na czas nieokreślony. Średnie wynagrodzenie w firmie na stanowiskach produkcyjnych ok. 4500zł na rękę. Całość płacona legalnie, na konto, od całości ZUS i dochodówka.
Na 5 wakatów zgłasza się 4 chętnych. Pierwszy mówi, że chciałby mieć na umowie najniższe ustawowe wynagrodzenie, a reszta do koperty, bo ma komornika na głowie. Drugi mówi, że może mieć na umowie max. 2500 brutto i reszta do koperty, bo chciałby dostawać 500plus na wszystkie dzieci. Trzeci mówi, żeby dać mu na umowie najniższe wynagrodzenie, a resztę plus te wszystkie ZUSy i podatki, to też do koperty, bo on jest sam, ale nie będzie utrzymywał tych wszystkich darmozjadów ze swojej pracy i woli sobie sam odkładać. Jest i czwarty, nie ma co prawda takich wymagań, ale nawet na rozmowę kwalifikacyjną o pracę nie potrafi przyjść całkiem trzeźwy.
Tyle. 4 osoby i więcej nie ma, a potrzebujesz 5, bo inaczej zawalisz kontrakt. Taki jest teraz rynek pracy. Którego byście wybrali?
Nie twórzcie proszę czarno-białego świata, że wszyscy pracodawcy, to takie szuje, za to wyzyskiwani pracownicy tacy honorowi. Nie jest tak i nie jest też na odwrót.
Zarówno pracodawcy jak i pracownicy muszą obracać się w jednakowych realiach rynku i konkurencji. Raz jest to rynek pracodawcy, innym razem rynek pracownika.
P.S. Nie jestem wyborcą ani PO, ani PIS.
pozdr
OSC.N.
|