Oglądałem materiał naczelnego dziennikarza śledczego Rzeczypospolitej i pusty śmiech mnie ogarnął. Jeśli przez kilka lat dowiedział się tylko tylu rzeczy, to powinien zmienić zawód. Żadnych dowodów, insynuacje tworzone pod konkretną tezę, która nie jest niczym poparta. Twierdzenie typu "według moich informacji". "moje źródła donoszą" to typowe gadanie o niczym. A wiecie dlaczego tak mówi? Bo wie, że gdyby doszło do jakiejkolwiek rozprawy w sądzie to będzie zasłaniał się tajemnicą dziennikarską i ochroną źródła. Żaden sędzia nie zwolni go z tajemnicy bo będzie bał się jazgotu środowiska dziennikarskiego.
Każdy z nas może tak powiedzieć. Że np. według moich informacji Jadczak to... I każdy niech sobie dopisze co

. A mówienie w reportażu o byłym wiceprezesie Wisły "Damian D" jest typową zagrywką, żeby zwrócić uwagę. Gość nie ma żadnych zarzutów, ba, prawdopodobnie nikt nie prowadzi wobec niego żadnej sprawy, ale super dziennikarz pisze - Damian D. chociaż wszyscy wiedzą o kogo chodzi. Po co? Żeby wzbudzić zainteresowanie i poklask środowisk walczących z kibicami. Sorki z kibolami.
Dzisiaj w kolejnym wywiadzie przeczytałem, że Misiek uciekł, bo z jego informacji wynika, że na mecze Wisły chodzi dużo prokuratorów i policjantów. Noż k....a, co to jest za argument. Kolejna niczym niepoparta teza, żeby wywołać wrażenie, że wszędzie jest spisek, a Misiek ma agentów w CBŚ, CBA i ABW. I ch...j wie gdzie jeszcze. Nie spodobało mu się nawet, że jakiś polityk był na meczu. Gość ma swoje pięć minut i chce to koniecznie wykorzystać, żeby wyrobić sobie nazwisko i pokazać jaki to on nie jest zajebisty.
Nie twierdzę, że w Wiśle wszystko jest ok. Pewnie nie jest. Ale tak tendencyjnego "reportażu" nie widziałem już bardzo dawno. I szkoda nawet do niego się odnosić.