Już widzę te tabuny menedżerów z doświadczeniem ustawiających się w kolejce po pracę w Wiśle. Zwłaszcza za takie pieniądze, jakie bierze obecny zarząd, i ze świadomością, w jakiej sytuacji znajduje się klub.
Analizując sytuację klubu podkreślmy sobie wężykiem jedno. Gdyby ten klub był zwykłą firmą, działającą w warunkach gospodarki rynkowej, już dawno temu ogłosiłby upadłość. To, że tak się nie dzieje wynika tylko i wyłącznie ze specyfiki tej "branży". A i tak sytuacja naszego klubu różni się trochę od innych, bo te zwykle mogą liczyć na pomoc miasta, zamiast spotykać się z rzucaniem kłód pod nogi. W każdym razie liczba menedżerów, mających doświadczenie działania w tak specyficznych warunkach, jest bardzo ograniczona. W dodatku większość z nich należy do dość specyficznych kategorii:
1) pseudo-biznesmeni, łowiący w mętnej wodzie,
2) likwidatorzy, specjalizujący się w wyprzedaży majątku.
Przy czym przyznaję, że podział jest nieco sztuczny,bo wystarczająco często zdarzają się osobnicy wypełniający kryteria obu grup jednocześnie. Mówi wam to coś? Mam wpisać tu konkretne, dobrze znane nam nazwiska?

Poza tymi grupami o tego typu doświadczenie jest już dość trudno.
Wśród innych chętnych do podjęcia się zadania największą grupę stanowią najprawdopodobniej:
3) desperaci.
Nie widzę jakiegoś szczególnego powodu do powierzania komuś takiemu kierowania klubem.
Nas pewnie bardziej interesowaliby
4) pasjonaci,
ale pod warunkiem, że przynieśliby ze sobą jakiś kapitał. Ale to już inna bajka i nie o tym (jak rozumiem) ta konkretna dyskusja.
A co do:
5) "normalnych" menedżerów (czyli takich "na wynajem")
- dla nich zatrudnienie w Wiśle to byłaby praca w warunkach "skrajnych", mocno niestandardowych, a za taką żąda się duuużo więcej. I przez to "dużo więcej" rozumiem samą podstawę, gwarantowaną i niezależną od wyników. A że, moim zdaniem, w obecnej sytuacji klubu i realiach rynkowych, zaangażowanie kogoś takiego wcale takowych nie gwarantuje, to może być to kolejne "wyrzucanie kasy w błoto".
Oczywiście pozostaje jeszcze opcja:
5) kibic Wisły, podejmujący się tego zadania "pro publico bono".
Tutaj pojawiają się propozycje w rodzaju Krzysztof Targosz, czy Tadeusz Czerwiński.
W pierwszym przypadku sądzę, że to nie najlepszy pomysł. Wcale nie dlatego, że uważam, że p. Krzysztof nie dałby rady. Pomijając już wszystkie inne aspekty, to prowadzenie klubu pewnie trudno byłoby mu pogodzić z prowadzeniem własnej firmy. A sądzę, że "per saldo" dla klubu o wiele pożyteczniejsze jest by "Profix" dobrze sobie radził.
Jak chodzi Tadeusza Czerwińskiego, to uważam to za pomysł już dość mocno "od czapy". Przy całym szacunku dla jego ogromnego doświadczenia nie sposób przeoczyć, że p. Tadeusz ma już 77 lat. Biorąc pod uwagę to, że w obecnych warunkach praca w zarządzie klubu to "jazda bez trzymanki" (tak przynajmniej sądzę, ale uważam, na podstawie własnej wiedzy i doświadczeń, że prawdopodobieństwo pomyłki jest znikome), to po prostu w tym wieku może mu zwyczajnie do tak intensywnej pracy "brakować zdrowia".