Jak chcesz wyjść z długów i wierzytelności, skoro przeciętnemu mieszkańcowi Krakowa piłka nożna, a tym samym Wisła kojarzy się z kibolstwem etc? Nie pracuje w marketingu, nie mam w tym kierunku wyksztalcenia/doświadczenia, ale wyobraź sobie że są na rynku pracy ludzie, którzy nawet z osobistych względów przyszli by pracować do Wisły za mniej niż 30 koła

i naprawdę raz jeszcze - skąd przeświadczenie, że marketing to tak ogromny wydatek? Ostatnia akcja z biletami dla dzieciaków - mistrzostwo świata, pod względem wizerunków, chociaż kasy z tego pewnie wielkiej nie było. Tylko dlaczego takie akcje pojawiają się w momencie, kiedy trzeba "żebrać", a nie są na porządku dziennym?