Najzabawniejszy był Mateuszek, całkowicie posrany ale i podniecony, występujący w Lidze +, opowiadający o tym jak to wspaniałą firmą jest Stechert.
I nie mówmy proszę, że to nie jego wina bo ktoś go wprowadził błąd. Wystarczyło "Google" kilka haseł i każdy kto ma conajmniej dwie klepki wiedział, że to naprawdopodobniej "scam".
Jeszcze jak sobie przypomnie, że zarząd Wisły właściwie wybaczył mu tę wtopę, a Sarapata na spotkaniu bożo-narodzeniowym pożyczyła my by nie trafił mu się kolejny taki "lipiec" i widzę jego teraźniejsze paszkwile to naprawdę... szkoda słów.