|
Żeby funcjonować Wisła musi mieć kasę na pokrycie podstawowych opłat, czyli wynagrodzeń, czynszu i mediów, wydatków związanych z obsługą drużyny, sprzętu, podstawowego marketing. I na pokrycie tego musi wystarczy wpływ z C+, biletów, drobnych sponsorów, catering i pamiątek klubowych.
Żeby się rozwijać, Wisłą musi pozyskać ważnego i bogatszego sponsora oraz przyciągać nowych lub do tej pory nieprzekonanych kibiców.
Z całym szacunkiem do wszystkich, którzy są najwytrwalsi, tych którzy kierują się po prostu sercem, ale na dłuższą metę z tego nasz Klub nie wyżyje nawet na tym poziomie (chyba że faktycznie zmienimy stadion na tańszy lub wynegocjujemy super warunki jak sąsiadka) bazując tylko na tej grupie. A żeby się rozwijać, Klub musi opracować plan. Prosty, nawet wieloletni, ale konsekwentnie go realizować.
A teraz? właściwie jest jak było kilkanaście lat temu, tylko stadion większy ładniejszy. I zamiast jednego bogatego sponsora z sercem, mamy kilku mniejszych zaangażowanych.
Zacznijmy od podstaw: na stadionie musi być miejsce dla każdego, dla Ultrasa i Zwykłego Kibica. Dla bogatego i biedniejszego.
Na stadionie musi być szacunek, a nie że chłop pali fajkę na sektorze rodzinnym i jeszcze bluzga bo mu się zwróci uwagę, a stojący steward udaje że go tam nie ma.
Na stadionie musi być porządny sklep z pamiątkami i catering wygodniejszy dla kibiców. Taki, gdzie w kolejkach nie stoi się jak po mięso w latach 80tych.
Musi być strefa dla dzieciaków, ale nie tylko taka jak w Dzień Dziecka, tylko porządna, z udziałem wybranych piłkarzy. W końcu chcemy wychować następne pokolenie, czy czekamy aż wychowa się na fanów Minecrafta albo innych tego typu atrakcji. W czasach, gdy promuje się wielodzietność i stawianie na rodzinę, gdy jest boom w tej materii, klub nie robi nic żeby przyciągnąć rodziny i tym samym środki *3, *4, a nie * 1...
To są podstawy, widoczne dla wielu osób które obserwują, co się dzieje na przestrzeni ostatnich lat.
I nie mówię, że mam receptę na wszystko, ale skoro tanie start upy przynoszą szybkiezyski, czemu nie wykorzystać podobnego podejścia w klubie?
Może wtedy idąc z synem na mecz, nie będę musiał słyszeć pytań: po co tam w ogóle idziesz, skoro poziom marny i mało się dzieje? A ja odpowiadam: bo to mój Klub...a innych argumentów powoli brakuje...
|