Nieprawdopodobne, co wyprawia zarząd i nowy dyrektor sportowy podpisujący się pod tym.
W grudniu stać nas na kontakt Bośniaka, a teraz już nie? Nie wiedzieli jakim budżetem dysponują?
W grudniu, ba, w kwietniu strategia działania klubu jest bezpieczna, optymalna i korzystna, a w maju już nie? Bo brakuje pucharów, które nigdy podobno nie były planowane i wkalkulowane?
Ktoś widział, by dobrze kierowany klub rozwiązywał kontakt z potencjalnie wartościowym zawodnikiem, którego można wypożyczyć czy w przyszłości odsprzedać z powodu samej zmiany trenera?
Wisła jest jednak diabelnie bogata, skoro może sobie na to pozwolić, podobnie jak na rezygnację z wyszukiwania nowych Carlitosów i na przepłacanie za krajowych piłkarzy - wszak dlatego w ostatnich latach było ich tak mało, bo nie dość, że generalnie są słabi, to jeszcze zwykle znacznie drożsi niż porównywalni obcokrajowcy.
Zarząd postawił świat na głowie i totalnie się pogubił w mirażu "Wiślackiej Wisły".