Wyświetl pojedynczy post
MaLk
Socios Wisła Kraków
 
Od: 08.2016

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#6062
Stary 04.06.2018, 12:22
Arkadiusz.Czerepach napisał(a):Wyświetl post
jak w kontekście tejże sytuacji finansowej odebrałeś zwolnienie Kiko i mamienie ludzi że teraz już jest ten moment gdy wyszliśmy z dołka i czas grac o wyższe cele ?
Jako ryzyko ekonomiczne podjęte w związku z tym, że w naszej sytuacji ekonomiczno-finansowej drugi raz okazja do zatrudnienia tej klasy (teoretycznie) szkoleniowca może nam się nie trafić.

Nie wiem ile kosztuje nas to ryzyko, bo nie wiem ile zarabia Carrillo, ale zakładając rzuconą tutaj kwotę 100 tys. zł (pewnie bardziej dla zespołu trenerskiego niż samego trenera) miesięcznie, dla Wisły to jest koszt ok. 1,5 mln zł rocznie. Koszt utrzymywania Kiko prawdopodobnie jest mniejszy.

Czy z Kiko osiągnęlibyśmy porównywalne wyniki sportowe, ciężko powiedzieć, ale moim zdaniem raczej nie. Długo go broniłem ze względu na warunki w jakich przyszło mu pracować (finansowe, ale też sposób budowy drużyny, z marszu, bez zgrania czy pełni przygotowań), ale też pisałem, że przełom października i listopada powinien już przynieść pierwsze efekty jego pracy. Po przekroczeniu tej granicy nic nie wskazywało na to, żeby był jakiś postęp, wyglądało, jakby pewnego pułapu z tym materiałem ludzkim nie był w stanie przeskoczyć. Atmosfera wcale nie wyglądała na wspaniałą, z każdym silniejszym rywalem była wtopa. Carrillo z tym samym materiałem potrafił awansować do ósemki, wygrać z drużynami, z którymi nawet w lepszych latach mieliśmy problemy, w jakimś stopniu też sprawił, że ból oczu w trakcie patrzenia na grę Wisły zmalał. I przede wszystkim, im wyższe miejsce w lidze i większa oglądalność, tym większe pieniądze dla klubu. W tym sezonie dzięki postawie w rundzie finałowej, w tym dwóm top-meczom u siebie można szacować, że w Carrillo "zarobił na siebie." Co dalej - nie wiem. Uda się albo się nie uda. Przekręcić klubu tylko z tego powodu raczej się nie da, choć ból finansowy byłby odczuwalny w sposób znaczący.

Not bene, Carrillo chwalił się kiedyś, że on mecze Wisły oglądał i orientował się w sytuacji klubu już wcześniej. Teraz, na swoim wejściu do klubu w zimie wiedział, że przy dobrej ofercie na pewno odejdzie główna podpora drużyny czyli Carlitos, wizyta na transfermarkt czy krótka kwerenda w google powinna wystarczyć, żeby wiedzieć, że obecny zespół był budowany tymczasowo. Wiedział jakie są wyniki sportowe i na którym miejscu znajdujemy się w lidze. Nawet jeśli nie wiedział, jak naprawdę zła jest sytuacja finansowa, to powinien się spodziewać, że ani Wisła, ani polska liga nie są na tyle atrakcyjne, żeby dało się bez problemu zatrzymać dobrego zawodnika. Z najsilniejszej i najbogatszej drużyny jedna z największych gwiazd ucieka po zakończeniu kontraktu do spadkowicza z serie A i nawet nie myśli o nowej umowie, standardem ligowym są transfery do drugiej ligi niemieckiej czy angielskiej, a co dopiero mówić o pozycji Wisły. Ciężko mi będzie więc uwierzyć w to, że Carrillo, zwłaszcza po przygodzie na Węgrzech, nie mógł się domyślić, gdzie trafia i w jakich warunkach przyjdzie mu pracować. Jeśli tego nie zrobił, to raczej problem Carrillo, nie zarządu. Ja bym raczej nie wchodził w żaden interes tylko na podstawie czyjejś opowieści, bez własnego researchu.

Carrillo oczywiście może się wkurzać tym, że kogoś nie uda się zatrzymać i utrudni mu to pracę, to logicznie oceniając sytuację, powinien się z tym liczyć. Ale to raczej powinno generować złość czysto sportową. Czym innym jest natomiast kwestia ewentualnych ingerencji w pracę trenerską (np. sugerowanie kogo wystawić do składu ze względu na licznik minut albo kto musi być asystentem). To, jeśli jest prawdą, może już być istotnym problemem ze względów ambicjonalnych. Ale to już nie jest kwestia finansowa, tylko ustawienie relacji wewnątrz klubu. Jeśli zarząd nie będzie potrafił tego zrobić, to niestety może to nas kosztować te 1,5 mln zł.

Warto na koniec zwrócić uwagę na to, że zwalnianego przez klub trenera na kontrakcie spłaca się do końca jego obowiązywania o tyle, o ile nie znajdzie sobie innego zatrudnienia. W przypadku Kiko jest to problem, bo szans na to, żeby zatrudnili go za porównywalne pieniądze w jakimś sensownym klubie są niewielkie. Carrillo raczej nie zarabia u nas na tyle, żeby i ekonomicznie, i sportowo opłacało mu się "wisieć" na Wiśle w nieskończoność. W razie czego pewnie szybko znajdzie sobie inne miejsce zatrudnienia. Chyba...
Odpowiedz cytując