Mogielnicki jeszcze uwzględnia dodatkowe czynniki, czyli dotychczasowe wyniki w sezonie. Co moim zdaniem w naszej lidze w tym roku idzie o kant d... potłuc
A co do sensu naszych obliczeń:
- po pierwsze pokazują one czy coś jest w ogóle matematycznie możliwe,
- po drugie pokazują w jakim stopniu ktoś zależy wyłącznie do siebie a w jakim od wyników innych spotkań.
W tym sensie te 6% Mogielnickiego pokazuje bardzo wiele. Po pierwsze pokazuje, że Górnik do awansu potrzebował bardzo dobrego swojego wyniku. I to zaszło, Górnik wygrał 6 ostatnich spotkań! Wystarczy spojrzeć jak różnią się wyniki moich wyliczeń dla hurraoptymistów (czyli przy założeniu, że wygrywamy wszystko do końca) od tych standardowych. Po drugie pokazywało to też, że Górnik do awansu potrzebował również sprzyjających wyników rywali. I można sobie sprawdzić, że te wyniki takie były. Tak więc to wyśmiewanie tamtego wyniku Mogielnickiego wynika tylko i wyłącznie z niezrozumienia tego co właściwie ten wynik pokazywał.
A co do "efektu motyla", to dotyczy czegoś zupełnie innego niż tego typu wyliczenia. Konkretnie dotyczy to procesów, w których stosunkowo niewielka zmiana danych wejściowych powoduje ogromne zmiany w wyniku końcowym obliczeń. Konkretnie dotyczy to prognoz pogody i tego, że drobna niedokładność pomiarów parametrów wejściowych powoduje, że prognoza pogody zaczyna się mocno rozmijać z rzeczywistymi zdarzeniami pogodowymi. W naszym przypadku nie ma to nic do rzeczy, bo nie pokazujemy czy coś zajdzie, tylko czy coś jest możliwe i czy wymaga mniejszej czy większej liczby sprzyjających zdarzeń. Jeśli podajemy, że coś jest matematycznie niemożliwe, to nic tego nie zmieni. Natomiast jeśli podajemy, że na coś jest szansa matematyczna rzędu kilku procent, to wcale nie podajemy czy to się zdarzy, czy nie. Nie sposób więc powiedzieć, że jeśli to zdarzenie zajdzie to zaprzeczy to tym obliczeniom.