Cytat:
|
Jeżeli wiedza co robia to dlaczego tak położyli rozliczenie akcji fans4club ?
|
Pewnie wszystkie środki poszły na organizację obozu i potrzeby bieżące związane m.in. z wypłatami dla zawodników, spłatę najbardziej nerwowych wierzycieli czy po prostu spełnienie wymogów licencyjnych.
Wyjaśnijmy sobie jedno - tego typu akcja crowdfundingowa nie oznacza, że jak się zebrało czterysta tysięcy, to klub zarobił tyle samo. Te wylicytowane rzeczy ktoś musiał wyprodukować, trzeba było za nie zapłacić, potem zapłacić osobom, które to wysyłały, potem zapłacić za koszty przesyłki, a do wszystkiego doliczyć jeszcze prowizję platformie.
Jak się te piniondze wydało w całości na ratowanie sytuacji bieżącej, to potem trzeba było kombinować jak wywiązać się ze zobowiązań. Nagrody ewidentnie zamawiano partiami, obsługą ewidentnie zajmował się "przy okazji" ktoś, kto ma inne obowiązki, wysyłka też była na zasadzie jak będzie wolny grosz, to się coś spakuje i wyśle. Czyli partyzantka na maksa.
Oczywiście, że było to nieprofesjonalne "na zewnątrz." Ale pytanie na ile to była wina niby nieprofesjonalnego Zarządu, a na ile niezbędne działanie w sytuacji kryzysowej. Jeśli alternatywą było np. rozwiązanie kontraktu przez jakiegoś Sadloka, Lloncha czy Carlitosa albo nieuzyskanie licencji ze względu na niespłacone zobowiązania z tytułu "trupów z szafy" po Cupiale, to każdy, powtarzam, każdy z nas na miejscu Zarządu zrobiłby to samo.
Niektórzy mogą się upierać, że w takiej sytuacji Zarząd nie powinien robić dobrej miny do złej gry, tylko walnąć prosto z mostu, jak jest, żeby kibic czuł się doceniony i poinformowany. Ale nikt nie zastanawia się nad tym, jakie byłyby skutki takich oświadczeń dla spółki. Czy naprawdę marketingowo większą tragedią jest żal kibice w mediach, że dostał za późno nagrody albo pracownik go olał, czy zarząd ogłaszający, że nie mamy płynności i zdolności do realizowania zobowiązań? Ktoś się zastanawiał jaki sponsor by przyszedł reklamować się na koszulce klubu, który publicznie ogłasza zagrożenie bankructwem? Czy wierzyciele byliby skłonni do podpisywania ugód rozkładających zaległości na raty? Czy ktoś nie zacząłby wzywać do natychmiastowej zapłaty? Czy ktoś nie zgłosiłby wniosku o ogłoszenie upadłości spółki? Czy zarząd nie podkładałby się pod odpowiedzialność za niezgłoszenie upadłości w terminie? Czy komisja licencyjna nie zaczęłaby "bardziej wnikliwie" patrzeć na przedkładane prognozy i ugody? Jaki nowy piłkarzy przyszedłby do klubu a takimi "papierami"? Itp. itd. Odpowiedzialność to także konieczność zastanowienia się nad tym, co, kiedy i jak można powiedzieć.
Ale nikt się tu kurde nie zastanawia nad takimi "drobnostkami" jak los klubu w przypadku chlapania na lewo i prawo o tragicznej sytuacji, za to każdy oburzony o efekt marketingowy zawiedzionego kibica, który zapłacił 10 zł albo kupił bilet i nie czuje się usatysfakcjonowany. Bo mu kubek przyszedł rozbity, koszulka przyszła za mała, a życzeń nie wygłosił ulubiony piłkarz. I nowej strony nie ma, a kiełbaska zimna. A "inwestor" ciągle nie podpisał umowy (tak, dla niektórych będzie to szokiem, ale umowy wymagają podpisu z dwóch stron, sam zarząd nie podpisze nowej umowy z piłkarzem czy Bragielem, jeśli oni nie zgodzą się na zaproponowane warunki). Tu nikt nawet nie zastanawia się nad takimi "drobnostkami jak to, że umowę lepiej przedłużyć w kwietniu niż marcu, bo przy przedłużaniu umowy trzeba zapłacić prowizję piłkarzowi i menedżerowi, a w marcu pieniądze potrzebne są na uregulowanie długów związanych z licencją. Bo w końcu co to jest dla takiego klubu wyłożyć ten tysiąc, 10 tysięcy czy 100 tysięcy. Pikuś.