raindog napisał(a):

Nie, no bez przesady. Ale do momentu straty drugiej bramki mecz był wyrównany - obie drużyny grały tak samo. A to, że drużyna, która próbuje odrabiać straty naraża się na kontry i wtedy łatwiej jest o dobrą sytuację, to chyba oczywistość. Pamiętasz może, aby nas zamknęli na 20 metrach i wtedy tworzyli dobre sytuacje? Nie. Jeśli już coś robili, to po błędzie przy wyprowadzaniu piłki na środku boiska, gdzie nasza drużyna była nastawiona ofensywnie. I to dotyczy każdej drużyny. Lech równie dobrze mógł dostać w dupę w Warszawie 4:1, tyle, że Legia nie popisała się przy kontrach skutecznością, bo mieli ze dwie, trzy lepsze sytuacje, niż Lech wczoraj.
Innymi słowy - zagrali lepiej, ale wynik nie jest skutkiem dominacji Lecha w drugiej połowie (bo nic takiego nie było), co efektem błędów indywidualnych. Zarówno ich obrona, jak i nasza była bardzo mądrze ustawiona, przez co jedna i druga drużna kompletnie nie radziła sobie w ataku pozycyjnym.
Ten ich trener też pieprzył głupoty, że kluczem do zwycięstwa były wolne skrzydła, bo to nieprawda. Ich akcje były po stracie w środku, albo po podaniu na środek z połowy boiska. Nie jestem jednak na tyle kompetentny, by ocenić błysk geniuszu"Gytkiera", czy może brak umiejętności Arsenica.
|
Mądrego to i miło poczytać.
Dlatego apeluję: Ziemia nadal się kręci, Słońce świeci, a Wisła żyje.
Przegraliśmy tylko mecz, bo nadzialiśmy się na kontry, a potem pyry korzystały z naszego odsłonięcia się.
Równie dobrze w fazie finałowej może być odwrotnie.
To ekstraklasa.