Wyświetl pojedynczy post
tomasb
Junior Member
 
Od: 11.2013

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#4152
Stary 27.03.2018, 18:15. Pomysł Jesusa Imaza na ekstraklasę
Coraz częściej błyszczy na boisku, choć zdarza się, że autografy rozdaje za niego brat. - Niektórzy kibice z Hiszpanii domagają się nawet, bym tam wracał - uśmiecha się Jesus Imaz, skrzydłowy Wisły.

Ostatnio na ustach kibiców Wisły znów jest Carlitos. Po przeciętnym początku roku w dziewięć dni strzelił cztery gole. Pozostaje liderem Wisły, a za jego plecami też bez zmian: numerem dwa jest Imaz. Już jesienią miał duży wkład w ofensywę drużyny. Wiosną momentami odciążał Carlitosa. Zdobył dwie bramki, a do tego często brał sprawy we własne ręce – w siedmiu wiosennych kolejkach zaliczył 45 dryblingów, ponad połowa była udana. Z Legią pięć razy minął w ten sposób rywali i nikt nawet nie zastanawia się, czy trafi do jedenastki na nadchodzące spotkanie z Lechem Poznań. Ma w składzie pewne miejsce.
A przecież jego początki w Wiśle nie były obiecujące. Imaz trafił do Wisły tuż przed końcem transferowego lata, szybko dostał szansę od Kiko Ramireza, ale nie przekonał, że warto na niego dalej stawiać. Usiadł na ławce, potem przyłożył nogę do porażki w Pucharze Polski z Koroną Kielce. Przełamanie przyszło ze Śląskiem Wrocław, a pomógł mu Carlitos: to po asyście rodaka strzelił debiutanckiego gola w ekstraklasie.
– Pamiętam, że pierwszego dnia w Polsce było mi zimno. Przyjechałem prosto z Andaluzji, gdzie było 30 stopni. To duży przeskok. Zimą przyzwyczajenie się do mrozów też sporo mnie kosztowało. Pierwszy raz grałem w takich warunkach – przyznaje Hiszpan.
Ale od meczu ze Śląskiem było już z górki. Jesień skończył z pięcioma bramkami i dwoma asystami. Lepszy był tylko Carlitos. Zresztą w poprzedniej rundzie Wisła zdobyła tylko sześć bramek bez udziału przynajmniej jednego z tej dwójki. Imaz najlepiej wspomina derby Krakowa: na stadionie Cracovii zdobył dwie bramki i został ochrzczony bohaterem zwycięstwa 4:1
– Po derbach więcej ludzi dowiedziało się, kim jestem, poznało moje nazwisko. Możliwe, że teraz rozdaję trochę więcej autografów niż wcześniej. Derby to zdecydowanie mój najbardziej pamiętny mecz w Wiśle. Dużo działo się również poza boiskiem. Race? Dla rodziny i znajomych to było trochę szokujące, ale ja wiedziałem, czego się spodziewać – wspomina.
Ile jest Oscara w Jesusie

28-letni Hiszpan chrzest bojowy wśród rac przeszedł w listopadzie, gdy poleciały na murawę z sektora zajmowanego przez kibiców Sandecji Nowy Sącz. Wcześniej się z nimi nie zetknął. W Hiszpanii kibice rzadziej z nich korzystają.
Imaz występował tam głównie w drugiej i trzeciej lidze. Poziom niżej, w katalońskim CE L’Hospitalet, do dziś gra Oscar, jego brat bliźniak. Na razie do osiągnięć piłkarza Wisły sporo mu brakuje, ale gdy odwiedził Jesusa w Krakowie, przez chwilę mógł poczuć się jak gwiazda. W czasie zwiedzania otoczył go wianuszek kibiców z prośbami o wspólne zdjęcia i autografy.
– I je rozdał – uśmiecha się Imaz. – W Hiszpanii też bardzo często tak było. Np. na uniwersytecie, gdy chodził na zajęcia rano, a ja wieczorem. Gdy wyjątkowo zjawiłem się przed południem, wszyscy wołali na mnie Oscar. Brat i cała rodzina cały czas śledzą moje mecze. Z Oscarem jesteśmy bardzo blisko, codziennie rozmawiamy. Mam od niego pełne wsparcie.
Rodzina wspiera jednak Imaza głównie na odległość, jego żona nie rzuciła pracy, została w Barcelonie. Tutaj wspierał go m.in. Radosław Sobolewski. Drugi trener Wisły jesienią poprowadził zespół w dwóch meczach i nie szczędził Imazowi pochwał.
– Cieszę się, bo Imaz prezentuje się fantastycznie. To techniczny piłkarz, jego warunki fizyczne nie pasują do polskiej ligi. Gdy przyszedł do klubu, prosiłem go, by znalazł na nią sposób – podkreślał po derbach Sobolewski.
Imaz: – Wtedy sporo rozmawiałem z nim na ten temat. Trener Sobolewski wie, czego chce od zawodników, ma konkretną wizję. Z Cracovią zagrałem nieźle, ale już wcześniej zacząłem się rozpędzać.
Przy 174 cm wzrostu Hiszpan zwykle nie ma szans w fizycznej walce z silniejszymi obrońcami. Gdy próbował wprost przenieść na polskie boiska swoje pomysły z ojczyzny, nie szło mu najlepiej. W końcu wymyślił coś nowego. – Przez to, że ekstraklasa jest bardziej fizyczną ligą niż hiszpańska, trochę zmieniłem sposób gry. Próbuję robić z piłką nieco inne rzeczy, niekoniecznie bazując na fizyczności. Staram się być sprytniejszy od rywali, wykorzystywać ich błędy i wolne przestrzenie, które zostawiają – opisuje piłkarz.
Przedłużenie o krok

Imazowi sprzyja taktyka, na którą stawia Joan Carrillo. Trener chce mieć w ofensywie piłkarzy ruchliwych, z drygiem do gry kombinacyjnej. I takich, którzy potrafią wejść w buty napastnika, gdy Carlitos hula przy linii bocznej. Imaz odnajduje się tym bardzo dobrze i to m.in. przez niego na murawę coraz rzadziej wchodzi Patryk Małecki.
Carrillo komplementuje rodaka: – Potrafi obrócić się z piłką, poruszać między liniami rywali. To inteligentny piłkarz, wie, jak zachowywać się w naszym systemie.
Dobre występy Imaza nie przeszły bez echa w Hiszpanii. Dba o to sam piłkarz, który na Twitterze skrupulatnie przekazuje fanom filmy z bramkami czy informacje o nominacjach do jedenastki kolejki. – Rozgrywam dobry sezon i mówi się o mnie trochę więcej niż wcześniej. Dostaję więc dużo wiadomości i wsparcia. Czuję, że kibice są ze mną i że jestem rozpoznawalny. Niektórzy fani chcieliby nawet, żebym wrócił do Hiszpanii – przyznaje.
Ale zapewnia, że na razie chętnie zostanie w Krakowie. Latem podpisał roczny kontrakt z opcją automatycznego przedłużenia o 12 miesięcy po rozegraniu określonej liczby minut. Dzięki regularnym występom klauzula niedługo powinna wejść w życie.
– Jesteśmy z niego bardzo zadowoleni. Z każdą chwilą coraz lepiej się adaptuje. W tym i następnym sezonie na pewno bardzo dużo wniesie do zespołu – przekonuje Manuel Junco, dyrektor sportowy Wisły.
Odpowiedz cytując