Wyświetl pojedynczy post
ChG
Senior Member
 
Od: 06.2010

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#4150
Stary 27.03.2018, 09:12
Damian Gołąb: Często musi pan ładować telefon?
Manuel Junco: Tak (śmiech). Okno transferowe jest zamknięte, ale zawsze muszę mieć ze sobą powerbank, bo telefon nie wytrzymuje całego dnia bez ładowania. Codziennie trzeba coś załatwić. A gdy okno transferowe jest otwarte, telefon dzwoni jeszcze częściej. To najtrudniejszy okres.

Ilu piłkarzy zimą oferowano Wiśle?
– Setki, dosłownie setki. Myślę jednak, że tak jest nie tylko w Wiśle. Najgorzej, gdy ktoś oferuje zawodnika bez pytania. Na przykład zimą nie rozglądaliśmy się za nowym bramkarzem, a nagle ktoś proponował nam pięciu. A przecież najpierw agent powinien dowiedzieć się, kogo klub aktualnie szuka. Zimą oferowano nam zawodników z całego świata: z Ameryki Południowej, wielu z Afryki. A ich trudno w ogóle sprawdzić.

Większości propozycji klub w ogóle nie rozważa?
– Dokładnie. Zwłaszcza że zimowe okno transferowe jest specyficzne. Trzeba sprowadzać piłkarzy, którzy od razu wpłyną na drużynę. Runda wiosenna trwa tylko trzy miesiące, więc ściąganie innych nie ma sensu. Zimą nie ma miejsca na transfery młodych piłkarzy z potencjałem. Kiedy więc ktoś oferuje zawodnika z zupełnie innego środowiska niż europejskie, wiadomo, że trudno będzie mu się natychmiast zaadaptować.

Mówi to pan nauczony doświadczeniem z młodymi Kolumbijczykami: Everem Valencią i Cristianem Echavarrią?
– Tak, ale ich wypożyczyliśmy nie na rundę, a na rok. Wiedziałem, że sześć miesięcy na adaptację nie wystarczy, zakładaliśmy, że będą gotowi do gry latem. Zakończyliśmy jednak wypożyczenie, bo uznaliśmy, że kolejne pół roku nie zdąży przygotować ich do gry w ekstraklasie.

Zimą do Wisły trafiło trzech piłkarzy, czwarty – Asmir Suljić – dojdzie latem. Jest pan zadowolony z zimowych transferów?
– To była tak naprawdę wymiana piłkarzy. Zrezygnowaliśmy z tych, którzy mieli mniejsze szanse na grę, z Manuela czy Victora Pereza. Skorzystaliśmy z okazji, by wypożyczyć Jakuba Bartosza do Sandecji, co powinno być dla niego korzystne. Zastąpiła ich dwójka Matej Palcić i Nikola Mitrović. Już przed zimą zapowiadałem, że to będzie bardzo spokojny okres. Jestem zadowolony z tych ruchów.

Na razie Mitrović zbiera głównie słowa krytyki.
– Sprowadzenie Serba było konsekwencją odejścia Pereza, którego styl gry nie pasował do ekstraklasy. Szukaliśmy piłkarza, który potrafi zagrać tzw. ostatnie podanie czy uderzyć z dystansu. Stwierdziliśmy, że transfer Mitrovicia doda wartości drużynie. Jest doświadczony, uczył się grać w szkółce Partizana Belgrad i przebił się tam do pierwszego zespołu, co nie jest łatwe. Świetnie grał w Videotonie, notował sporo asyst, choć nie grał jako ofensywny pomocnik. W meczu z Piastem prawie udało mu się strzelić gola z dystansu, z Jagiellonią zagrał dwie piłki do Carlitosa, które powinny być asystami. Musimy dać Mitroviciowi czas, wierzę w jego jakość.

Pod koniec okna transferowego Wisła wypożyczyła Petara Brleka. To oznacza, że Genoa uregulowała część zaległości za jego transfer?
– Tak, ale jej dług wobec Wisły wciąż jest duży. Wypłata części zaległych pieniędzy była jednym z naszych warunków, do tego Włosi pokrywają niemal całą pensję Brleka. Myślę, że ten transfer jest korzystny i dla piłkarza, i dla obu klubów. Nie zrezygnowaliśmy z żadnych pieniędzy, które należą się nam za jego sprzedaż, kwota jest taka sama jak latem.

Ostatnio klub przedłużył kontrakt z Carlitosem, korzystając z klauzuli w jego umowie. To znaczy, że nie udało się porozumieć w sprawie nowej umowy.
– Złożyliśmy mu propozycję nowego kontraktu i jej nie zaakceptował. Zobaczymy, co się stanie. Dalej będę starał się przekonać go, by został w Krakowie na dłużej. Wciąż mamy czas.

Zimą mieliście oferty za Carlitosa?
– Tak. Było wiele pytań o jego cenę. Różnica między tym, czego oczekiwaliśmy, a tym, co nam proponowano, była zbyt duża. Pieniądze, które mogliśmy dostać za Carlitosa, nie zrekompensowałyby tego, co stracilibyśmy pod względem sportowym. Nie było więc sensu wypuszczać go zimą.

Przygotowujecie się na jego odejście latem, szukacie następców?
– Mamy bazę piłkarzy. Tracąc zawodnika, musimy być gotowi do jego zastąpienia. To nie jest lista na wypadek odejścia Carlitosa, po prostu zawsze trzeba mieć plan B. Obserwujemy więc również napastników.

Ma pan jedenastkę zastępców dla obecnego zespołu?
– Tak, mamy drużynę cieni, to konieczne. Kiedy klub traci piłkarza, stara się sprowadzić pierwszego z tej listy. Jeśli się nie udaje, sprowadza następnego. Czasami nie można ściągnąć piłkarza z listy, bo akurat nie jest on dostępny. Czy nasze poprzednie transfery to zawodnicy z drużyny cieni? Większość. Ale oprócz tego na rynku pojawiają się niespodziewane okazje, z których warto korzystać.

Widzi pan zmianę w grze drużyny pod wodzą trenera Joana Carrilli?
– Tak, myślę, że kibice też ją dostrzegają. To trener, który bardzo ciężko i metodycznie pracuje. Zwraca uwagę na najmniejsze detale, a w piłce to klucz do tego, by się poprawiać. Do tego Carrillo to fanatyk futbolu, myśli o nim 24 godziny na dobę.

Co ma Carrillo, czego nie miał Kiko Ramirez?
– Wymieniłem sporo zalet Carrilli, ale nie chcę porównywać go do Ramireza ani żadnego innego. Mogę tylko powiedzieć, że jesteśmy bardzo zadowoleni z pracy Carrilli i uważam, że jego zatrudnienie było dobrą decyzją.

Ponad połowa drużyn ekstraklasy zmieniła już w tym sezonie trenera. To chyba nie najlepszy trend?
– Czasami nie da się wymienić 25 piłkarzy, zawsze łatwiej wymienić trenera. Może dzieje się tak przez ogromną presję ekonomiczną na utrzymanie w lidze. Dlatego kluby starają się dać drużynie impuls. Oczywiście dobrze byłoby, gdyby jeden szkoleniowiec pracował w klubie przez dwa czy trzy lata, ale trend w lidze jest taki, że zmienia się ich po pięciu–sześciu miesiącach.

Umowy wielu piłkarzy Wisły kończą się w czerwcu, rozstrzygnięcia w ich sprawie miały zapadać w marcu. Jesteście blisko podjęcia decyzji?
– Mówiłem, że zaczniemy w marcu, co nie znaczy, że wszystkie decyzje zapadną już teraz. Część opcji w kontraktach piłkarzy wygasa w marcu, część w maju, więc możemy poczekać. Ten proces będzie trwał do końca sezonu.

W umowach dwóch piłkarzy – Tomasza Cywki i Pola Lloncha – nie ma opcji przedłużenia.
– Zaczynamy z nimi rozmawiać.

Nie obawia się pan, że ktoś może podebrać wam Lloncha, który wiosną świetnie się spisuje?
– Trzeba znaleźć rozwiązanie, które będzie odpowiadało wszystkim. Gdy znajdziemy punkt, w którym obie strony będą zadowolone, zrobimy krok do przodu. Pol jest bardzo szczęśliwy w klubie i w Krakowie, więc nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy nie osiągnąć porozumienia.

Latem klub ma rozglądać się za Polakami, zwłaszcza z I czy II ligi. Szukacie młodych zdolnych czy takich, którzy od razu wejdą do składu?
– Obserwujemy młodych piłkarzy pod kątem naszej akademii, jak również pierwszej drużyny. Sprowadzanie Polaków jest naszym priorytetem. Nie patrzymy na wiek, a na to, czy mogą coś wnieść do drużyny.

Latem można spodziewać się kilkunastu transferów jak przed rokiem?
– Będzie więcej zmian niż zimą, ale staramy się zwracać uwagę bardziej na jakość niż na liczbę. Piłkarzem z dużymi umiejętnościami jest np. Suljić, będziemy szukać zawodników o podobnej jakości.
Odpowiedz cytując