Nie dziwie się, że wymienił się koszulką z Malarzem. Gość co mu krwi napsuł to głowa mała, gdyby nie perfekcyjny karny byłoby w tamtym momencie nadal 0:0, Malarz idealnie wyczuł Lopeza. Po prostu jest prze kotem w bramce i szacuneczek (pozdro Szymkowiak

) mu się należy za to co prezentuje. Malarz był jedynym godnym przeciwnikiem dla Carlitosa w tamtym meczu.