|
Jak dla mnie to głownie z meczu z Apoelem... te kilka minut, które byliśmy w piłkarskim niebie...a później finał podobny, do finału jego kariery.
Też mam niesmak, na wspomnienie tego, jak odchodził, ale fakt był taki, że wszystko się już u nas zaczynało walić i kilku takich, by jeszcze odszukał w pamięci. Wiadomo, że żaden z niego Głowa czy Sobol. No, ale coś tam u nas pograł. Nie ma co przesadnie bluzgami, go częstować. Żal, że człowiek stracił zdrowie, a kadra nie miała z niego pociechy. Mógł ugrać więcej, a i mógł zachować się lepiej. Przy czarowaniu Mączyńskiego i tak wydaje się być OK. Chociaż wiadomo, co to za wybór...
"Kradzione szczęścia nie daje..."
|