Może niektórzy odlatują z okazji wygranej (nie dziwota). Ale kilka osób leci w czarnowidztwo.
Błoński - Przegląd Sportowy napisał(a):
|
Inna sprawa, że legioniści stworzyli bardzo niewiele okazji â Julian Cuesta po raz pierwszy musiał interweniować pod koniec pierwszej połowy. Wielka w tym zasługa kolegów bramkarza z linii obrony oraz pomocy. W bezbłędny sposób zneutralizowali atuty gospodarzy â graczy ofensywnych odcięli od prostopadłych podań, skutecznie opanowali środek pomocy, kilka razy pozwolili na dośrodkowania bocznym obrońcom, ale pożytku z tego Legia nie miała żadnego.
|
Stus - Onet/Przegląd Sportowy napisał(a):
|
Po dwóch szybkich ciosach Legia próbowała odpowiedzieć, ale nie potrafiła stworzyć sobie dogodnej sytuacji. Jeszcze w pierwszej połowie dwa razy strzelał Sebastian Szymański, ale za każdym razem był blokowany. Drugą połowę gospodarze rozpoczęli od nieśmiałych ataków. Eduardo strzelał głową, ale nie trafiał w bramkę. Sytuację uratować mieli wprowadzeni Michał Kucharczyk i Jarosław Niezgoda, ale zostali skutecznie zneutralizowani prze obronę Wisły. Później goście skutecznie oddalali zagrożenie ze swojej połowy.
|
Oliwa - Eurosport/Interia napisał(a):
|
Do gry wiślaków ciężko się przyczepić. Krakowianie zagrali bardzo solidnie w każdej formacji. Do tego pomimo osłabień w linii defensywnej praktycznie do minimum ograniczyli zagrożenie pod bramką Juliana Cuesty.
|
Weszło napisał(a):
|
Jedynym ofensywnym zawodnikiem Legii, który tego dnia cokolwiek ogarniał był Sebastian Szymański. Mocno się zdziwiliśmy, gdy Romeo Jozak ściągnął go już po godzinie gry. To Szymański w zamieszaniu w polu karnym zmusił do wysiłku Juliana Cuestę, to on pod koniec pierwszej połowy groźnie uderzał w tłoku (piłkę klatką piersiową odbił Zoran Arsenić) i to po jego dośrodkowaniu niedługo po przerwie niecelnie w niezłej sytuacji główkował Eduardo. Za jednym zamachem wymieniliśmy wam też wszystkie najgroźniejsze okazje âWojskowychâ.
|
Kmita - WP napisał(a):
|
W pierwszej połowie Wisła dała Legii surową lekcję futbolu. Na słowa pochwały zasłużyli nie tylko Carlitos, który robił z mistrzami Polski, co chciał, i wspierający go w ataku Imaz, ale też wykonujący tytaniczną pracę w środku pola Pol Llonch, który schował do kieszeni Krzysztofa Mączyńskiego, regulujący tempo gry Halilović i świetnie uzupełniający się duet stoperów Fran Velez-Zoran Arsenić. Mistrzowie Polski byli kompletnie bezradni - dość powiedzieć, że na pierwszą godną odnotowania akcję warszawianie kazali czekać aż do 43. minuty, ale Julian Cuesta pewnie obronił uderzenie Sebastiana Szymańskiego z 10 metrów.
|
Dlaczego dziennikarze nie widzieli autostrady?