Lata kibicowania Wiśle przyzwyczaiły mnie do tego, że zwalniamy trenera po 3 przegranych meczach, potem przez jakiś czas szukamy następcy, który okazuje się szkoleniowcem podobnego kalibru co poprzednik. Wiecie o co chodzi - typowa karuzela trenerska: Fornalik, Rumak, Radolsky, Bartoszek, Kocian, Ojrzyński... (umyślnie nie podałem nikogo, kto był u nas)
Ale jednak tym razem było inaczej. Wymiana trenera zaplanowana wcześniej - następca ustalony przed zwolnieniem, z myślą, że będzie po prostu lepszy dla drużyny. Oprócz tego bardziej obiecujące piłkarskie CV i podejście...
Pytanie tylko jest jedno: czy to nasz nowy trenejro jest taki dobry, czy to Kiko był taki słaby, że przychodzący Carrillo wygląda jak Mesjasz...

?
Mimo, że gramy jak gramy, wyniki osiągamy jakie osiągamy, zajmujemy 9. miejsce, walczymy na śmierć i życie o pierwszą 8, sportowo odjechali nam na znaczący dystans już nie tylko Lech i Legia, ale również 2-3 inne drużyny, to jednak wczoraj było widać jakiś sens w naszej grze. Nie to, żebyśmy grali jakoś fantastycznie, szczególnie w drugiej połowie, ale jakąś myśl tu chociaż było widać.
Obyśmy zaczęli punktować...