|
Nie wiem, czy dobrze wybieram temat, jak coś, to proszę o przeniesienie gdzie indziej;
do dyskusji - media donoszą, że w połowie lutego będą w końcu głosowane zmiany w organizacji ligi, o które zabiegał od dawna Boniek.
Po pierwsze - 38 drużyn, zamiast 36. Po drugie, liga kończąca się wcześniej - np. w drugiej połowie maja, jak w tym roku. Po trzecie - likwidacja meczu w piątek o 18, możliwa likwidacja albo przesunięcie meczu poniedziałkowego. W zamian, pakiety 3 meczów rozgrywanych jednocześnie - w soboty i w niedziele o 15 30.
Moim zdaniem, to wszystko jeden, wielki, ponury żart. Już teraz, co roku, ogon tabeli w Ekstraklasie składa się w całości z bieda-klubików, zbierających 30-kilkuletni szrot z innych zespołów. Nie mam uprzedzeń do nikogo, ale jak rzucić okiem na spotkanie nawet jednego z tych "lepszych" składów Ekstraklasy z jakąś Sandecją, Górnikiem Łęczna, czy inną Odrą Wodzisław, to ma się ochotę wyłączyć telewizor w 30 minucie. Nie mówię już o "wewnętrznych" meczach między takimi zespołami, które to - sromotne kopaniny - w przypadku przejścia reformy, niemiłosiernie się rozmnożą. Dalej - ważniejsze starcia, utoną w zalewie meczów w polu kukurydzy. Jedna zaleta takiego rozwiązania - pod dnem będą trzy metry mułu, zamiast jednego, więc unikniemy przypadkowych degradacji bardziej poukładanych drużyn (vide - Cracovia, Górnik). Natomiast awans do ekstraklasy z pierwszej ligi też będzie zorganizowany idiotycznie, ponieważ 3 drużyna od końca z tabeli Ekstraklasy będzie spadać, a w jej miejsce będzie awansował zespół z baraży z I ligi, wyłoniony ze starć ekip z miejsc 3-6. Z tego wynika, że ktoś najwyraźniej uważa, iż (przy losowych wynikach, które padają w polskich ligach) zastąpienie tego przed-przed-ostatniego zespołu E-sy, potencjalnie 6 drużyną I ligi (! - tak jakby 9 miejsc różnicy) przyniesie korzystny rezultat dla poziomu ligi.
Pomysł kończenia rozgrywek w maju może i dałoby się jakoś uzasadnić, ale, według mnie, marnowanie najładniejszego okresu w roku, a, w zamian za to, granie w zimie (obowiązkowo przynajmniej dwie kolejki w śniegu), kiedy z trudem da się ustać 45 minut na stadionie, to bezsens.
No i finalnie - serio, kto ma czas, żeby w sobotę o 15 30 siedzieć przed telewizorem i oglądać losowe mecze ekstraklasy? Jeszcze jak gra Wisła - wiadomo, zmiana planów, ale żeby oglądać wtedy jakieś inne mecze?
Podsumowując - moim zdaniem, liga zmieni się w tasiemiec, w którym połowa meczów, to będą kopaniny na poziomie B-klasy.
Ciekawi mnie co macie na ten temat do powiedzenia, zwłaszcza z naszej perspektywy i pod kątem ewentualnego wpływu na klubowy budżet.
|