|
Wicie rozumicie, nie wiem czy pamiętacie, ale swego czasu furorę w polskiej ekstraklasie robili bracia Paixao. Wydawało im się zresztą, że skoro tu wykręcają jakieś wspaniałe liczby, to i do reprezentacji powinni trafić, i do lepszego zachodniego klubu to już musowo.
Dzisiaj grają w Lechii Gdańsk, a nie licząc krótkiego epizodu jednego z nich w niezwykle prestiżowej lidze czeskiej, nikt poważny ich w międzyczasie nie chciał...
Jeśli będzie satysfakcjonujący kupiec, Carlitosa trzeba sprzedać, bo po pierwsze klub potrzebuje pieniędzy, po drugie nie wiadomo czy druga taka okazja będzie, po trzecie z niewolnika nie ma pracownika. Carillo wygląda na ogarniętego człowieka, więc to zrozumie.
Co do naszego zadłużenia, to - o ile prawdą jest, że pieniądze za Brleka gdzieś utknęły - zapewne pozostaje na poziomie zbliżonym do tego, które było, bo w poprzednim sezonie z trudem domykaliśmy budżet bieżący. Spokojnie jakieś +/-11 mln zł, o ile nie urosło. Samym dobrym miejscem w lidze i kasą z pucharów tej dziury raczej w najbliższym czasie tego nie uzupełnimy, sprzedaż Carlitosa za rozsądną cenę natomiast pozwoliłaby zredukować jakąś połowę tego zadłużenia.
Najrozsądniejszym rozwiązaniem na teraz byłoby wynegocjowanie z Carlitosem nowego kontraktu, z w miarę (jak na nasze możliwości) dużą podwyżką dla niego i klauzulą odstępnego na poziomie rozsądnych oczekiwań transferowych. Chłop będzie miał pewność, że jeżeli przyjdzie oferta życia, to nikt go na siłę nie będzie trzymał. Ale jak nikt się nie zgłosi, to my z tym Carlitosem zostaniemy i tę pensję będziemy musieli udźwignąć. Natomiast za frytki, zatrzymany na siłę może "stracić motywację" do sensownej gry. Jednostronne przedłużenie kontraktu jest ostatecznością, której zapewne każdy chciałby uniknąć.
|