|
Paweł Brożek: Znów czuję błysk, ale myślę już o tym, co będzie, gdy skończę grać [ROZMOWA]
Damian Gołąb: Trener Kiko Ramirez powtarza, że wciąż buduje drużynę. Na jakim jest etapie? Roboty wykończeniowe czy raczej wylewanie fundamentów?
Paweł Brożek: Budowa jeszcze się nie zakończyła, potrzeba czasu. Niedawno po dwóch meczach z Koroną Kielce nie było wesoło. Potrafiliśmy jednak z tego wybrnąć. Zawodnicy, którzy przyszli do nas w sierpniu, nie mieli okresu przygotowawczego. Proces aklimatyzacji i dojścia do formy musi trwać.
Jaka jest rola doświadczonych piłkarzy we wprowadzaniu nowych do drużyny?
– Możemy pomóc, by jak najszybciej zrozumieli specyfikę naszej ligi, ale wszystko zależy od ich podejścia. Znaleźli się w nowym kraju, z inną kulturą i obyczajami. Muszą się ich nauczyć. Mecz z Legią [niedziela – godz. 18]? Tutaj najwięcej zależy od trenera. Prowadził już drużynę przeciwko Legii czy Cracovii, zna specyfikę takich spotkań.
Maciej Sadlok po wygranej ze Śląskiem Wrocław stwierdził, że w tym momencie Wisła jest mocniejsza od Legii.
– Zawsze po zwycięstwach mówi się fajne rzeczy. Rozegraliśmy niezły mecz, natomiast trzy tygodnie temu w Kielcach byliśmy w zupełnie innych nastrojach. W naszej lidze wszystko co tydzień zmienia się o 180 stopni. Dziś jest euforia i radość. Jak na nasze warunki Legia ma jednak klasowych piłkarzy i trzeba będzie uważać. To zespół z potencjałem, w każdej chwili może go uwolnić.
Nie brakuje mu indywidualności, które miał w poprzednich latach?
– W ostatnim sezonie Miroslav Radović z Vadisem Odjidją-Ofoe byli głównymi architektami mistrzostwa Polski. Gdy drużynie nie szło, brali ciężar na barki, potrafili wygrać mecz. To prawda, w tej chwili takich zawodników Legia nie ma.
Mistrz gubi punkty, Lech Poznań gra w kratkę, pierwsze i dziewiąte miejsce dzieli tylko pięć punktów. To słabsza liga niż 10-12 lat temu?
– Niedawno się nad tym zastanawiałem. Gdy my zdobywaliśmy mistrzostwo, mieliśmy w składzie sześciu czy siedmiu reprezentantów Polski. Dziś poziom się wyrównał, poprawiła się organizacja gry. Drużyny są lepiej poukładane taktycznie, przygotowanie fizyczne poszło do przodu. Nie sądzę, że liga jest słabsza, ale brakuje zespołu, który dominowałby tak jak Wisła w tamtych czasach.
Legia to pana ulubiony rywal? Strzelił jej pan 12 goli.
– Każdy mówi, że mam na nią patent, a ostatnią bramkę strzeliłem jej w 2015 r. z rzutu karnego. To może nie jest mój ulubiony rywal, ale zespół, który zawsze gra ofensywnie. W takiej sytuacji łatwiej o okazje na gola.
W stolicy zawsze grali dobrzy bramkarze. Gole strzelane takim fachowcom jak Łukasz Fabiański czy Jan Mucha lepiej smakują?
– Byli jeszcze Duszan Kuciak, Radostin Stanew czy Artur Boruc, choć jemu chyba nie strzeliłem. Zawsze w Legii mieli nosa do bramkarzy, którzy bronili bardzo efektownie i efektywnie. Ale nie znam takiego, którego nie da się pokonać. Pamiętne bramki? Ważny był hat trick przy Łazienkowskiej, zabrałem chyba po nim piłkę do domu. Ulubionego gola nie mam, ale dobrze pamiętam np. pierwszą bramkę w Krakowie za kadencji trenera Roberta Maaskanta, gdy wygraliśmy 4:0. I akcja była ładna, i strzał nietypowy.
Ostatni raz na stadionie przy Reymonta zagrał pan z Legią trzy lata temu. Stęsknił się pan za takimi meczami?
– Były kontuzje... Tak, stęskniłem się, mam nadzieję, że zagram w niedzielę, bo bardzo mi tych spotkań brakowało.
Ostatnio wszyscy zachwycają się Carlitosem. Tomasz Frankowski dziwi się, że przy tak grającym Hiszpanie pan nie korzysta i nie trafia do siatki.
– Spokojnie, zagraliśmy razem dopiero trzy mecze. Nie wszystko od razu się zazębi. Teraz mam trochę inną rolę, jestem bardziej cofniętym zawodnikiem, który rozgrywa. Wierzę jednak, że jeśli będziemy dalej razem grać, to i ja zacznę strzelać. Cieszę się, że ze Śląskiem wymieniliśmy parę piłek. Bo np. w meczu z Wisłą Płock nasza współpraca wyglądała bardzo słabo.
Podobnie było jednak z Semirem Stiliciem. Potrzeba wspólnych treningów, meczów, rozmów. Ważne, by dobrze się komunikować. Z tym problemów nie ma, rozumiem go (śmiech).
A u Carlitosa od początku widać było jakość, piłka mu nie przeszkadza. Potrafi też bardzo dobrze grać jeden na jednego, co w tych czasach jest dużym atutem, daje przewagę drużynie. No i przede wszystkim Hiszpan strzela bramki
12 kolejek, a pan bez gola. Czuje pan presję?
– Cały czas. Nie grałem w paru meczach, wchodziłem z ławki rezerwowych, trudno było o stabilizację formy po kontuzjach. Teraz jest nieźle. Czuję, że wraca błysk, oby w niedzielę wrócił na dobre.
Ma pan z tyłu głowy, że to może być pana ostatni mecz z Legią przy Reymonta?
– Tak. Jestem w takim wieku, że myślę już o tym, co będę robił w przyszłości. Jeszcze nie podjąłem decyzji. Powolutku pojawiają się myśli, co będzie, gdy skończę grać. Muszę wybiegać do przodu: kiedy sezon się skończy, będę miał 35 lat. Jeśli będę się dobrze czuł, miał siły i chęci, będę chciał grać dalej. Jeśli nie, skończę.
|