Wyświetl pojedynczy post
mitmichael
Socios Wisła Kraków
 
 
Od: 11.2008

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#80164
Stary 09.10.2017, 18:00
Manuel Junco: Obcokrajowcy w Wiśle Kraków? To nie powinna być stała tendencja


- Budujemy międzynarodową sieć skautingową w Europie. Zimą wielkich zmian w Wiśle nie należy się jednak spodziewać - rozmawiamy z Manuelem Junco, dyrektorem sportowym Wisły Kraków.

Damian Gołąb: Kadra Wisły jest dzisiaj mocniejsza niż rok temu, gdy zaczynał pan pracę w klubie?

Manuel Junco: Tak. Na pewno jest też bardziej zbalansowana.
W ciągu ostatniego roku przeprowadziliście 40 transferów. Była potrzebna aż taka rewolucja? Nie nazwałbym tego rewolucją. Tak dzieje się w wielu miejscach w Europie. Normalne nie jest może tylko to, że przepływ piłkarzy był tak duży. Ale generalnie trzeba sprzedawać zawodników i szukać ich następców, by być mocniejszym. Podpisaliśmy kontrakty z kilkoma młodymi piłkarzami z potencjałem, bo nie mieliśmy takich w zespole.

Wśród nowych jest aż 12 obcokrajowców, a przed rokiem zapowiadał pan, że chce stawiać na Polaków, wprowadzać do drużyny młodych piłkarzy.

To, co wtedy powiedziałem, jest nadal aktualne. Dużo pracujemy z akademią, by móc wprowadzać jej wychowanków do pierwszego zespołu. Ale efekty tej pracy będzie widać za dwa, trzy lata. Co do starszych: staraliśmy się sprowadzić więcej Polaków, jednak w przypadku niektórych okazało się to jednak niemożliwe. To rynek mówi ci, co da się zrobić, a jakich piłkarzy nie uda się ściągnąć.

Nie obawiacie się, że zachwialiście równowagę w drużynie?

Nie. W całej Europie drużyny stają się coraz bardziej międzynarodowe. Trzeba starać się sprowadzić jak najlepszych piłkarzy dostępnych w danym momencie. Oczywiście priorytetem jest dla nas ściąganie Polaków, ale jeśli w danej chwili nie znajdujemy odpowiednich, zaczynamy się rozglądać za granicą. Specyfika rynku spowodowała, że w dwóch ostatnich oknach transferowych skierowaliśmy się za granicę. To nie powinna być jednak stała tendencja.

Co robi klub, by zintegrować 15 obcokrajowców z resztą drużyny?

Chciałbym traktować każdego piłkarza indywidualnie. Są tacy, którzy adaptują się do nowych warunków bardzo szybko, a inni potrzebują więcej czasu. To nie kwestia narodowości, a charakteru. Staramy się jednak robić wszystko, by obcokrajowcy mogli szybko poczuć się dobrze nie tylko w klubie, ale i w mieście. Pomagamy im znaleźć mieszkanie, zadomowić się. Zachęcamy też wszystkich, by uczyli się języka.

Na razie spośród letnich nabytków najbardziej błyszczy Carlitos, choć trafił do Polski z trzeciej ligi hiszpańskiej. Jest tam dużo takich piłkarzy?

Niewielu. Nie każdy piłkarz z tej ligi, ani z wyższej, byłby w stanie grać w Polsce na tym poziomie co Carlitos. Mieliśmy o nim bardzo dużo pozytywnych informacji, oglądaliśmy go w wielu meczach. Nigdy jednak nie ma gwarancji, że komuś się powiedzie w nowej lidze. W tym przypadku jestem zadowolony, że podjęliśmy dobrą decyzję.

Trudno namówić piłkarzy np. z drugiej ligi hiszpańskiej do przenosin do Polski?

Nie jest łatwo przekonać piłkarza, by przeniósł się za granicę. Nie tylko do Polski. Spotykałem się z tym w innych klubach, np. gdy namawialiśmy piłkarzy do przenosin do Stanów Zjednoczonych. Może w Liverpoolu było trochę łatwiej (śmiech). Trzeba pamiętać, że zawodnik zazwyczaj chce sprowadzić do nowego kraju rodzinę i trafia do miejsca, gdzie mówi innym językiem. A chce czuć się bezpiecznie.

Carlitosa wszyscy już poznali. Po którym z pozostałych sprowadzonych niedawno piłkarzy spodziewa się pan najwięcej?

Jeśli wymienię jakieś nazwisko, nałożę na piłkarzy dodatkową presję. A nie chcę tego robić. Trzeba ją raczej ściągać z zawodników. Każdy musi mieć spokój, by się rozwijać. Wszyscy młodzi piłkarze, których sprowadziliśmy, mają duży potencjał.
Którego było najtrudniej ściągnąć?

Bardzo trudny do przeprowadzenia był transfer Denysa Bałaniuka. To piłkarz z Dnipro Dniepropietrowska, a ten klub rok temu otrzymał za niego wielkie oferty i je odrzucił. Nie było łatwo przekonać ani jego, ani klub.

Ile Wisła tego lata wydała na piłkarzy?

Jedynym, za którego zapłaciliśmy, był Bałaniuk. Chodziło o część ekwiwalentu za wyszkolenie. Oprócz tego wypłaciliśmy tylko prowizje dla menedżerów, ale to normalna rzecz.

Niektórzy nowi piłkarze przyznali, że to Kiko Ramirez pierwszy zadzwonił do nich z ofertą gry w Wiśle. Jak wygląda pana współpraca z trenerem?

W każdym klubie trener chce pracować z piłkarzami, których zna, z którymi czuje się komfortowo. Tak samo było na przykład z Josepem Guardiolą: gdy zaczął pracę w Manchesterze City, miał fantastycznego bramkarza Joe Harta, w dodatku reprezentanta Anglii. A sprowadził Claudio Bravo z FC Barcelony. To normalne. Wielu z piłkarzy, których ściągnęliśmy, chciał trener, bo w nich wierzy. Jako klub oczywiście ich obserwowaliśmy, zanim podjęliśmy decyzję.

Wisła rozbudowuje siatkę skautów. Jak ona ma wyglądać? Ile osób z wami współpracuje?

Nie chodzi nam o konkretną liczbę. Szukamy ludzi, którzy mogą wnieść coś nowego do naszego zespołu. Teraz budujemy też międzynarodową sieć skautingową w Europie. Byłoby idealnie, gdyby liczyła 10 współpracowników. Poza tym oczywiście obejmujemy skautingiem Polskę.

W ostatnich tygodniach na trenera i zespół spadło sporo krytyki. Jak pan to odbierał?

Ten klub jest tak duży, bo stale towarzyszy mu presja. Każdy pracownik Wisły musi zaakceptować, że kibice mają prawo krytykować drużynę. Chcą, by zespół grał dobrze i wygrywał, dlatego rozumiem ich reakcje. Musimy je uszanować.

Część z nich domagała się ostatnio nawet zwolnienia trenera.

Niecały rok temu, gdy zatrudniliśmy Kiko, wziął na siebie dużą odpowiedzialność. Uważam, że wiosną zasłużył, by dalej prowadzić drużynę. Dziś problemem jest to, że zawodnicy byli na różnym etapie przygotowań. Niektórzy zaczęli pracę w połowie czerwca, inni dołączyli do nas we wrześniu. To prawie trzy miesiące różnicy, w piłce to dużo czasu. Zespół go potrzebuje, by pokazać, w jakim punkcie naprawdę się znajduje. Ile trzeba czekać? Nie wyznaczę konkretnej daty. Chciałbym widzieć, że z meczu na mecz się poprawiamy.

Zimą kibice znów mogą się spodziewać tylu transferów co latem?

Nie jest to potrzebne. Musimy jednak pamiętać, że czasami trzeba sprzedać piłkarzy, nawet jak nie planowało się zmian. Tego do końca nie da się kontrolować. Teoretycznie nie należy się jednak spodziewać wielkich zmian, może tylko korekt.

Jakiś klub może się na przykład zgłosić po Carlitosa.

Zawsze, gdy jakiś piłkarz z naszej drużyny dostaje ofertę, czuję dumę, bo to znaczy, że grał u nas dobrze i my też się spisaliśmy. Zobaczymy, co będzie w zimie. Jestem pewien, że niektórzy nasi zawodnicy dostaną oferty, ale to nie znaczy, że automatycznie ich sprzedamy.
Ostatnio edytowane przez mitmichael : 09.10.2017 o godz. 18:04.
Odpowiedz cytując