wolfy napisał(a):

To akurat nie są fakty, tylko Twoja opinia. O farcie można mówić w jednym meczu, a my regularnie ciśniemy.
Faktem jest że dobrze punktujemy.
Faktem jest że mamy totalnie przemeblowany skład - przez zmiany, kontuzje i wiek. Nad tym że Boguski wygrał nam w tamtym sezonie kilka meczy a teraz jest cieniem samego siebie, Głowacki często nie może grać a Brożek jest ewidentnie bez formy wszyscy przechodzą do porządku dziennego bo "sztuka jest sztuka". Kto odszedł wiadomo.
Faktem jest że mamy dużo kontuzji. Nawet bardzo. Tutaj szkosa się nawet rozpisywać.
Oddzielmy fakty od waszych życzeń, opinii i żali.
|
Ok., zgoda. Jest to w jakimś sensie skrót myślowy - nieprecyzyjnie się wyraziłem. A czy zgodziłbyś się ze stwierdzeniem, że zwycięstwa wynikały nie z dominacji piłkarskiej i rozpracowania taktycznego przeciwnika, ale determinacji i indywidualnego błysku piłkarzy?
Dlaczego "naszych" żali? Ja nie mam żalu, wielokrotnie podkreślałem, że trenera nie należy zmieniać, że rozumiem przebudowę, kontuzje i to, że obraliśmy kurs na stabilny rozwój. Doceniam też zdobycze punktowe, choć jednocześnie mam wrażenie, że wyszarpaliśmy te punkty nie mądrością taktyczną trenera, lecz determinacją zespołu i błyskiem poszczególnych zawodników. Oczywiście życzyłbym też sobie, żeby Wisła grała piłkę piękną dla oka i wygrała przy tym Ligę Mistrzów, ale wiem, że jest to obecnie niemożliwe i inne zadania stawiane są przed zarządem i sztabem szkoleniowym. Nie oczekuję wiele więcej niż mamy teraz i nie dziwię się temu, co mamy teraz. Po prostu wskazuję na pewne kwestie, bo chcę lepiej rozumieć, na czym stoimy (i na czym stanąć, aby dalej tak stać). Czy taka postawa to też jest syndrom dziecka Cupiała?
Snow napisał(a):

|
Widać, też że krytyka tych rozpieszczonych panienek przenika także do klubu. Nie bez powodu Kiko zaakcentował na konferencji, żeby nie krytykować piłkarzy tylko jego.
|
Wydaje mi się, że trener musiałby być bardzo oderwany od rzeczywistości, by po takim meczu nie spodziewać się, że zespół może zostać skrytykowany.