|
Co to znaczy szczęście czy pech? To są jakieś bajki. Jeśli ktoś mówi, że wygraliśmy szczęśliwie to nie ma racji. Myśląc w ten sposób można każdy mecz remisowy czy rozstrzygnięty jedną czy dwoma bramkami sprowadzić do tych kategorii, bo zawsze znajdą się sytuacje, w których gdyby zawodnik inaczej ułożył stopę, ustawił się itp. doprowadziłby do innego scenariusza. W każdym meczu tych detali są dziesiątki.
Kolejna rzecz - czy to, że Pestka wyleciał to szczęście Wisły czy może wąż w kieszeni Filipiaka, jego sknerstwo, minimalistyczne podejście do prowadzenia klubu widoczne na każdym kroku, który nie potrafił sprowadzić klasowego, prawego obrońcy? To nie wina Wisły, że musiałeś grać tak niedoświadczonym zawodnikiem w takim meczu. Czy to szczęście Wisły, że Carlitos wygrał Wiśle mecz? A może raczej efekt przemyślanej polityki transferowej. Przecież mogli sobie takiego Carlitosa sprowadzić. Przyczyna i skutek. Nie szczęście czy pech.
Następna rzecz - pudło Szczepaniaka i nasze rzekome szczęście. No to odwróćmy sytuację - gdyby Haililovic minimalnie inaczej ułożył stopę, piłka byłaby kilkanaście cm dalej, Sandomierski by nie obronił. I kto miał wtedy szczęście? A może trzeba było zainwestować w lepszego grajka niż Szczepaniak. Chodzi mi o absurdalność tych rozważań. Można je mnożyć. Ale to nie jest kwestia szczęścia. Zawsze jest gdzieś ta praprzyczyna.
Sprawa jest prosta. Wygraliśmy to byliśmy lepsi. Nie koniecznie tylko na boisku, w transferach, w decyzjach trenerów itp. Sumarycznie byliśmy lepsi. Skladniejsza gra przeciwnika jest tylko jednym z czynników, jak widać niewystarczającym do wygrania.
|