Pierwsza połowa to istna padaka. Ale co ważne, Kiko przyznał się do błędu, uderzył w pierś i ściągnął Lloncha. I to jest TRENER. Druga połowa i końcówka to istny ROZ........ I ta radość drużyny, kibiców, lepszej części Krakowa i kibiców Wisły w Ojczyznie i zagranicą. Coś pięknego. Co ja bym dał by być na tym meczu!
Odkąd Kiko przyszedł mamy prawdziwego piłkarskiego Hitchcocka...ale z Happy endem
WISŁA PANY
JŻS!