|
Nie wpływa to na moje postrzeganie Wisły, bo my w pucharach nie graliśmy, a do tego wciąż mamy potencjał na nieco ponad środek tabeli (to ambicja i tradycja zobowiązują nas do walki o najwyższe cele). Dla mnie jako widza (bo jako kibica to chyba oczywiste!) nadal tak samo emocjonujący jest więc nasz każdy kolejny mecz.
Jednak te popisy drużyn z czołówki odrzucają od reszty Ekstraklasy. Nie chodzi o to, że pucharowicze przegrali, bo przegrywali odkąd pamiętam - często po heroicznych bojach, o których słuchało się w radiu albo śledziło na telegazecie. Chodzi o to, w jakim stylu przegrali. Te drużyny przez cały rok rywalizują o przywilej uczestniczenia w pucharach, po czym jak przychodzi co do czego zachowują się, jakby w ogóle nie obchodziła ich gra w Europie. Koncentrują się na lidze, albo w ogóle się dekoncentrują. W Legii rozprężenie mają chyba już od maja i nikt nie reagował. W Lechu też się coś popsuło pod koniec poprzedniego sezonu, a w przerwie wyprzedali cały skład. W ataku grają koleżką, którego szczytem marzeń jest pić piwo podczas meczu. Arka - wiadomo, grała tam z przypadku.
Kiedyś drużyny się na puchary spinały. Wisła goliła ogórów po 5, 7 zero. Odpadała z Barcą, Interem, Realem. Jeżeli się zdarzały wpadki, to powodowały trzęsienie ziemi w klubie i do dziś są wypominane trenerom (Levadia, Tibilisi). Właściciel marzył o Lidze Mistrzów i z niecierpliwości zwalniał niektórych pracowników po 2-3 meczach (nie mówię, że to dobre; mówię, że były aspiracje, cele). Jeżeli klub się rozbrajał tuż przed eliminacjami, mówiło się o tym i krytykowało te działania. Na puchary należało się przecież zbroić i szykować najwyższą formę. Wszystko to miało jakiś sens.
A tutaj drużyny odpadają z Kazachami, słabymi Holendrami etc. i już za dwa dni przystępują do walki o mistrzostwo. Mistrzostwo czego?
Być może wynika to z tego, że nie docierają do mnie pewne informacje (z braku czasu nie oglądam np. żadnych meczów oprócz Wisły i czasem kadry), albo po prostu jestem starszy, ale nie kupuję tego. Jako potencjalnego widza/czytelnika/fana interesują mnie prawdziwi sportowcy. Wojownicy. Tacy, którzy walczą w każdym meczu, w każdej akcji.
edit:
pamiętam jak po odpadnięciu z Tibilisi piłkarze ufarbowali sobie głowy i 1) przepraszali za wpadkę, 2) próbowali każdym kolejnym występem udowodnić, że oni i trener zasługują na kolejną szansę. To chyba zresztą była najlepsza runda któregokolwiek polskiego klubu w historii. Co my wtedy graliśmy to głowa mała. Pamiętam mecz z Zagłębiem : )
Ostatnio edytowane przez czaro : 03.08.2017 o godz. 22:47.
Konta "czaro" na innych portalach (w tym tt) nie są moje. Nie odpowiadam za publikowane tam treści.
|