


Dobra napiszę tylko krótko.
Sam robię w branży finansowej na rynku korporacyjnym ponad 200 ofert rocznie - za różne pieniądze.
Jakbym coś takiego zrobił mając coś sprzedać / kupić za 1.000 zł nawet to by mnie wyśmiali - wszyscy.
Wygląda to tak. Józek sprzedaje Kazkowi kable i wpadł na pomysł po wódeczce z Kazkiem, żeby sobie może Kazek kupił taką Wisłę.
Józek bierze kartkę papieru i pisze do TS, że Kazek kupi, ale jak sobie w księgi popatrzy.
1. Oferta nawet jeżeli miałaby być wiążąca jest złożona bez umocowania.
2. Nie dostarczono dokumentów rejestrowych "rzekomego nabywcy".
Jak coś z tego wyjdzie i będzie po tym jakaś transakcja, to będzie niezłe bagno.
Tego nawet wezwaniem do zakupu nie można nazwać.
Podsumowując - kpina.