|
Tak pokrótce, bo szerzej pisać nie ma sensu - kto wylewał pomyje na TS, będzie robił to nadal, pomimo argumentów jakiejkolwiek wagi.
W świecie poważnego biznesu poważny inwestor planując nabycie udziałów / akcji spółki, z którą wiąże poważne plany podejmuje negocjacje ze zbywcą, których przedmiotem nie jest jedynie kwestia ceny nabycia (co często jest zresztą dla nabywcy kwestią drugoplanową), ale także ustalenie szczegółów przejęcia, zapewnienia ciągłości przedsiębiorstwa, ustalenia ewentualnych zmian personalnych itp.
Ten etap zazwyczaj poprzedzony jest czymś na wzór listu intencyjnego, który jako taki nie stanowi oferty nabycia.
W wyniku pomyślnie przeprowadzonych negocjacji strony zawierają umowę przedwstępną zbycia udziałów / akcji, w której zawierany jest termin zawarcia umowy oraz - zazwyczaj - warunek dotyczący pomyślnie przeprowadzonego audytu wewnętrznego (due dilligence).
Dopiero po uzyskaniu wyników audytu, strony zawierają przyrzeczoną umowę sprzedaży.
Przenosząc powyższe w realia klubu - wszystko stoi na głowie.
Skoro TF miała pełnomocnictwo do reprezentowania TS przy odpowiedniej ofercie, to mogła podjąć negocjacje, w wyniku których złożona zostałaby oferta nabycia (warunek umowny między TS, TF i Meresińskim), a następnie zawarta umowa przedwstępna zbycia akcji, po której przeprowadzono by due dilligence.
Tymczasem mamy jakąś partyzantkę i działanie jak w dalekiej Rosji.
Bynajmniej nie dziwię się pani prezes (która, w co nie wątpię, zapewne uczestniczyła w niejednej podobnej transakcji), że ma uzasadnione wątpliwości co do potencjalnego inwestora.
|