Jeden ze starych wywiadów:
Cytat:
Witamy na pokładzie trenerze! Zanim jednak porozmawiamy o koszykówce Krzysztof Szewczyk prywatnie to:
Podobnie jak na boisku "furiat o gołębim sercu"
Mimo groźnych rysów twarzy wyglądasz na miłego faceta. Wśród byłych zawodniczek panuje opinia, że Krzysztof Szewczyk to wymagający trener, ale poza parkietem dobry i uśmiechnięty człowiek. Niemniej jednak Twoje nazwisko wywołuje w koszykarkach respekt. Czy nasze dziewczyny mają się czego obawiać?
Moim zdaniem nie. Każdy trener ma swoją wizję koszykówki. Jeśli tylko nasze zawodniczki będą ją realizowały zgodnie z moimi oczekiwaniami, nie widzę powodów do strachu. Oczywiście jestem otwarty na wszelkie sugestie ze strony dziewczyn, bo taktykę trzeba w jakimś stopniu dopasować do zespołu. Należy być elastycznym i na bieżąco modyfikować swoje założenia, żeby przyniosły jak najlepszy efekt.
Nawet nie znając Cię wcześniej, po samych warunkach fizycznych można sądzić, że miałeś coś wspólnego z koszykówką. Powiedz jak zaczęła się i jak przebiegała Twoja koszykarska kariera.
Kariera to tutaj zdecydowanie za duże słowo. Bardziej nazwałbym to przygodą, która zaczęła się już w szkole podstawowej. Poprzez grupy młodzieżowe w Śląsku Wrocław aż do zespołu seniorskiego w którym udało mi się rozegrać kilka spotkań. Na studiach dołączyłem do zespołu AZS AWF Wrocław z którym występowaliśmy w I lidze.
Jakieś sukcesy?
Kilka medali różnego koloru w rozgrywkach młodzieżowych.
W którym momencie dojrzała w Tobie decyzja o tym, że zajmiesz się trenowaniem?
Pierwszy raz zacząłem o tym poważnie myśleć podczas studiów na wrocławskim AWF. Ostatnie dwa lata spędziłem już na kierunku trenerskim i wiedziałem, że właśnie to chcę w życiu robić.
Jak wyglądały początki Szewczyka trenera?
Bardzo miło wspominam swoją pierwszą grupę (rocznik 90.) w Śląsku Wrocław. Kilku chłopców z tego zespołu dostało się do młodzieżowych reprezentacji Polski, a jeden wyjechał kontynuować karierę do czołowego zespołu europejskiego Olimpii Lublana. Oczywiście z perspektywy czasu wiem, że ten zespół poprowadziłbym i zbudował inaczej. W pewnym sensie ta drużyna pozwoliła mi dojrzeć jako trenerowi.
Później przyszła ekstraklasa i reprezentacja
Tutaj tak naprawdę rozpoczęła się moja prawdziwa praca trenerska na szczeblu seniorskim. Pierwszy rok był trudny i bardzo stresujący. Okazało się, że 24 godziny na dobę to za mało. Pracowałem w szkole, w Śląsku prowadziłem zespół juniorski i byłem asystentem w ekstraklasie. W seniorskim zespole miałem okazję pracować z trenerem Urlepem, Kurtinaitisem i Adamkiem. Na moje szczęście każdy z nich jest innym typem trenera i mogłem obcować z trzema stylami trenerskimi. Od każdego z nich wyciągnąłem coś dla siebie. Następnie przyszedł czas na samodzielną pracę trenerską w zespołach kobiecych w Jeleniej Górze i Poznaniu. Najmilej z tego okresu wspominam Jelenią Górę. Niestety zespół miał kłopoty finansowe i nie dane mi było dokończyć tam rozpoczętej pracy. Po Poznaniu nastała era Polkowic. Arek Rusin zaproponował mi posadę asystenta w tym klubie, za co jestem mu wdzięczny. To właśnie w Polkowicach zetknąłem się z graczami europejskiego i światowego formatu. W międzyczasie przyszła propozycja od trenera Winnickiego, z którym spotkałem się sezon później w Polkowicach. Ta współpraca przy seniorskiej kadrze Polski, zakończona w tym roku awansem do Mistrzostw Europy. Dwa lata pracy z trenerem Winnickim, zarówno w klubie jak i w kadrze, dały mi bardzo wiele. Teraz te wszystkie doświadczenia postaram się wykorzystać tu w Lublinie.
Przyjechałeś do Lublina prosto ze zgrupowania reprezentacji. Na wstępie gratuluję wywalczenia awansu na EuroBasket. Jakim doświadczeniem były tegoroczne eliminacje?
Dla całej grupy, sztabu trenerskiego i dziewczyn, to był kluczowy rok. Każdy zdawał sobie sprawę, że jeśli w tym roku nie awansujemy, pewna era w polskiej żeńskiej koszykówce się zakończy. Na szczęście udało się zbudować prawdziwą drużynę, która dzięki bardzo ciężkiej i solidnej pracy, wywalczyła awans. Ze strony dziewczyn nie było narzekania, niepotrzebnych pytań i typowego dla Polaków malkontenctwa. To zaufanie do naszego pomysłu na eliminacje doprowadziło nas do przyszłorocznych Mistrzostw Europy.
Czy pracę w reprezentacji można bez problemu pogodzić z pracą w klubie?
Oczywiście. Nie występuje tutaj konflikt interesów. Zgrupowania odbywają się już poza sezonem.
Przejdźmy do Lublina. Jakie zrobił na Tobie wrażenie i czy już się u nas zadomowiłeś?
Pierwsze wrażenie jest jak najbardziej pozytywne. W najbliższych dniach przyjeżdżam do Lublina na stałe.
Wiem, że miałeś wiele propozycji, ale zdecydowałeś się na Lublin? Dlaczego?
O wyborze Lublina zdecydowała przedstawiona przez zarząd wizja rozwoju klubu. Interesował mnie w pewnym sensie projekt długofalowy, w którym zespół w dalszej perspektywie chcemy oprzeć na młodych, polskich zawodniczkach. Miejmy nadzieję, że na zawodniczkach z Lubelszczyzny. Na to oczywiście potrzeba czasu. Nie mówimy tutaj o najbliższym sezonie.
Czego lubelscy kibice mogą spodziewać się po nowym trenerze i chyba można tak powiedzieć, nowym AZS UMCS?
W moim pomyśle na zespół chcemy grać szybką, nowoczesną koszykówkę. Zespół będzie grał z charakterem i poświęceniem. Założyłem sobie, że będzie to jeden z lepiej zorganizowanych zespołów w lidze i do tego będziemy dążyli.
W składzie znajdą się zawodniczki zagraniczne. Jakie wzmocnią pozycje i co odróżnia je od Polek?
Jesteśmy w takiej sytuacji, że wzmocnienia zawodniczkami zza oceanu są nieodzowne. Docelowo chciałbym sprowadzić graczy na pozycje 1,2 i 5. Najprawdopodobniej, z uwagi na nasz budżet, będą to zawodniczki prosto po uniwersytecie. Wiąże się to oczywiście ze sporym ryzykiem. Nigdy nie wiadomo jak przebiegnie adaptacja w Europie i nowym środowisku.
Zarząd powierzył Ci także zadanie koordynacji grup młodzieżowych. Masz już w tym spore doświadczenie. Jak będzie to wyglądało w Lublinie?
W tym roku chcemy stworzyć struktury grup młodzieżowych. Wyjść z inicjatywą do szkół podstawowych i zachęcić dzieci do uprawiania koszykówki. Oczywiście na efekty trzeba będzie poczekać kilka lat. Każdy zdaje sobie sprawę, że nie da się tego zrobić natychmiast.
AZS UMCS Lublin wystąpi także w 1. Lidze Kobiet. Jakie są oczekiwania wobec tej drużyny? Jak będzie wyglądał jej skład?
Zadaniem tego zespołu jest ogrywanie młodzieży. Nie ma i nie będzie tam presji wyniku. Aby nie rzucić tych dziewcząt na głęboką wodę, w każdym meczu wzmacniać je będzie grupa grająca mniej w ekstraklasie.
Jakie są cele trenera Szewczyka na ten sezon w TBLK?
W pierwszym sezonie chcemy się spokojnie utrzymać w ekstraklasie i to jest cel nadrzędny.
Kiedy rozpoczynają się przygotowania do sezonu i jak będą one wyglądały?
Przygotowania rozpoczynamy 4 sierpnia od badań lekarskich. Nie wyjeżdżamy na zgrupowanie. Tu w Lublinie mamy bardzo dobre warunki do trenowania. Od września rozpoczynamy serię meczów sparingowych a na początku października rozpoczynają się już rozgrywki ligowe.
Dziękuję za rozmowę!
|