|
To coś, czego im brakowało ma nawet swoją nazwę, która już w tym wątku zresztą dzisiaj padła. Zaangażowanie.
Najlepszy przykład - 2 minuty do końca, przegrywamy jedną bramką, "świeży" Boguski jakieś 4 metry od przeciwnika z piłką i... stoi. Ten go mija, Boguski dalej stoi.
Inaczej rzecz ujmując - wynik w tym meczu mieli gdzieś, wyjdzie to wyjdzie, nie to nie. Kiedyś bym powiedział, że sprzedali mecz, w tych czasach powiem, że sobie odpuścili.
Co oczywiście w niczym nie ujmuje temu, że Uryga był FATALNY. Llonch zawalił dwie akcje, ale akurat należał do tych nielicznych, którzy choć trochę się starali. Zresztą, każda z sytuacji przez niego zawalonych była do uratowania przez Urygę.
|