|
Tak jak regan mówi (i słusznie zresztą), że Polska to nie Anglia, to wypada też dodać, że piłkarze umierający za klub to marzenia ściętej głowy. Tacy zawodnicy trafiają się dziś bardzo rzadko. Piłka to biznes, piłka to pole do popisu dla menedżerów, którzy psują głowy młodym chłopcom. Kokoszka, Handzlik, Stolarski - dalej nie chce mi się nawet wymieniać. Tu nie ma ani miejsca, ani czasu na sentymenty.
Równie dobrze możemy wychować sobie gościa z zagranicy, który będzie umierał za klub, mimo że trafi do nas w wieku 20 lat, ale będzie tu szanowany i doceniany; jak również stracić grajka, który trenuje o Wiśle od 7 roku życia, ale nagle, gdy stukną mu 20 urodziny odchodzi do Legii, gdzie dostanie 3 razy tyle co u nas.
Grunt to klub funkcjonujący na zdrowych zasadach. Za Telefoniki tego nie było, bo właściciel jednego dnia był w stanie wyłożyć grubą kasę na transfery, by za pół roku kompletnie zamknąć budżet transferowy, co prowadziło do tego, że uzupełnialiśmy tylko skład szrotem. Bo takie miał widzimisię i kropka - jego piaskownica, jego zabawki. Więc nie ma sensu w ogóle porównywać obecnych realiów z tymi, które dotychczas znaliśmy.
Prawda jest taka, że wszystko zweryfikuje boisko i czas. Ocenianie ruchów transferowych przed startem ligi to chyba nie jest najlepszy pomysł (a przynajmniej dopóki nie ściągamy na pęczki piłkarzy pokroju Beto czy inny Burdenski, dając im kilkuletnie kontrakty).
Ostatnio edytowane przez enzo : 03.02.2017 o godz. 19:23.
|