Mam bardzo ambiwalentne odczucia, jak o tym czytam.
Bo z jednej strony odzywa się we mnie głos, który mówi, że umów należy dotrzymywać, więc Wisła, czy raczej zarząd sam sobie winien, bo skoro dał pretekst, to trudno, nie ma się czemu dziwić.
Ale z drugiej strony, to oburza mnie to niesamowicie. Bo jednak praca kopacza, czy w ogóle sportowców, to nie jest jednak praca jak każda inna, jak praca w kopalni, czy w biurze. Bo nikt nie zakłada koszulek z nazwiskiem górnika ani księgowego i nie skanduje ich nazwisk, kiedy wykopią dużo węgla, ani stworzą idealna tabelkę w Excelu. A nasi piłkarze, niezależnie od tego kto to do jakichś specjalnych wirtuozów nie należą, zarabiając za to przyzwoite pieniądze, więc jeśli taki jeden z drugim bęcwał czekał te trzy miesiące (....a, 3 miesiące! czekania na kaskę, no toż musieli pewnie kaszę ze skwarkami żreć z biedy) , żeby wypowiedzieć kontrakt i zwiać z klubu, o którym wiadomo, że ma swoje kłopoty, dokładając kolejny gwóźdź do tych kłopotów i je w oczywisty sposób zwiększając to naprawdę wzbiera we mnie straszna złość i zaczynam się zastanawiać, gdzie stoją te ich wypasione fury (oczywiście po to, żeby im na szybie napisać BRUDAS). I mówiąc całkiem poważnie, to chciałbym, żeby nazwisko takiego frajera nie było już nigdy skandowane na żadnym stadionie, niezależnie gdzie pójdzie.
A nade wszystko mam nadzieję, że to jednak nieprawda. Lub, że to ostatecznie Buchalik, Mójta, Popović i Cywka.
