Lukasz napisał(a):

|
No nie każdy widzi, nie każdy jest doinformowany.
|
Każdy, kto zada sobie odrobinę trudu, aby poszukać. Akurat w przypadku TS to
banalnie proste.
Kasą SA czy TS? Gość ma uprawnienia tylko do tego, aby się interesować tym pierwszym. On nie ma prawa sprawdzać czy akcjonariusze klubu sportowego spełniają kryteria licencyjne, bo... nie ma żadnych kryteriów licencyjnych dla akcjonariuszy (nie liczę drobnych ograniczeń antykorupcyjnych w stylu zakazu posiadania akcji różnych klubów w tej samej lidze).
Cytat:
|
Sachs spina rozgrywki i jest zainteresowany tym aby wszystkie kluby je ukończyły. Z tego tez powodu powstał podręcznik licencyjny, z tego powodu składane są sprawozdania finansowe i reprezentanci klubów recytują wierszyki o tym jak zamierzają budżet domknąc gdy na papierze się nie dopina. Swój wierszyk recytował Bednarz, Gaszyński, Meresiński a teraz pora na TS.
|
Sachs ma określone uprawnienia i wynikają one z podręcznika licencyjnego, nie z jego zainteresowań. I tak
nie ma żadnych uprawnień do tego, aby żądać od TS, aby TS przed nim recytowało jakiekolwiek wierszyki, tak jak wierszyków przed nim ne recytowali Cupiał, Wojciechowski, Mioduski, Filipiak, KGHM ani prezydent Wrocławia.
Sachs może oczekiwać, aby wierszyki przed nim recytowali przedstawiciele klubu, nie jego właściciela. A i to nie na każde jego "zainteresowanie", ale tylko wtedy, kiedy taką możliwość przewidują przepisy licencyjne (co do zasady dopiero przy udzielaniu licencji na kolejny sezon).
Bednarz czy Gaszyński recytowali wierszyki w imieniu Wisły Kraków S.A., nie ich właścicieli. Co do Meresińskiego, to sami przyznali, że nie mieli uprawnień do żądania od niego (jako właściciela) żadnych informacji - mogli tylko wezwać klub . Mniejsza o to, na ile zrobili to powodowani troską o klub i na ile w ten sposób pomogli rozwiązać nam problem Meresińskiego. Ważne, że uprawnień nadużyli.
Cytat:
|
Orzechy przeciw kasztanom że kluby upadają tylko przez niewłasciwe zarządzanie.
|
Ryzykownie stawiasz sprawę. Tylko to złe słowo do stawiania takich hipotez. Wiesz od czego zaczął się upadek Groclinu? Nie od tego, że był źle zarządzany, na polskim tle był zarządzany bardzo dobrze. Po prostu w pewnym momencie firma Drzymały wpadła w problemy finansowe i musiał sprzedać klub, bo go na niego po prostu nie było stać, a w Grodzisku nie dało się go zbilansować choćby nie wiem jak tym zarządzać.
Cytat:
|
Co więcej, mit o bogatym właścicielu jako synonimie zła jest czymś na kształt mantry, wygodnej grupie ludzi o określonych poglądach.
|
Nie, nie synonimie zła. Synonimem zła będzie dopiero bogaty właściciel w stylu JW/IK w Polonii. Bogaty właściciel może jednak być dla klubu błogosławieństwem. Chodzi o to, że to jest uzależnienie możliwości kontynuacji działalności klubu tak naprawdę od losu jednej osoby. Bogaty właściciel może z dnia na dzień przestać być bogaty. Bogatemu właścicielowi może się nagle zemrzeć, a jego spadkobiercy niekoniecznie muszą podzielać jego pasję do "worka bez dna", jakim jest dla niego klub sportowy (zwłaszcza dzieci/żony miewają zwykle uraz do zabawki ojca/męża). Itd. itp.
Cytat:
|
Oj tam, doskonale pewnie wiesz co to jest kapitał i co gwarantuje. Doskonale tez pewnie wiesz jakie są jego rodzaje, kiedy jest wymagany i po co.
|
Kapitał zakładowy? Nie gwarantuje niczego, oprócz ładnej liczby przy danych rejestrowych spółki.
Wiesz jaka jest różnica - oczywiście oprócz wspomnianej ładnej liczby na papierze firmowym - pomiędzy spółką z o.o. do której wniesiono 1 mln zł w całości na kapitał zakładowy, a taką samą spółką, w której z tego samego 1 miliona złotych przeznaczono na kapitał zakładowy 5 tys. zł, a resztę na kapitał zapasowy? Taka, że ta druga ma więcej "kapitału" do wydania, bo ta pierwsza na starcie zapłaciła dużo większy podatek.
Nie wspominając już o tym, że pieniądze z kapitału zakładowego można wydać na drugi dzień po założeniu spółki i spółka z kapitałem zakładowym 5 milionów może nie mieć nic na koncie, a spółka z kapitałem zakładowym 5 tys. może mieć na koncie 5 milionów środków pieniężnych. Albo o tym, że wpłacenia środków na pokrycie kapitału zakładowego w spółce z o.o. nie sprawdza nikt - wystarczy, że jakiś Iksiński złoży oświadczenie, że wpłacono 1 milion złotych w całości i już - sąd rejestruje spółkę z kapitałem zakładowym 1 milion złotych.
To, że kapitał zakładowy o czymś świadczy, to mit.