Wyświetl pojedynczy post
MaLk
Socios Wisła Kraków
 
Od: 08.2016

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#75267
Stary 02.09.2016, 16:44
Czytam, czytam i momentami oczy otwierają się z niedowierzania.

Koleżanki i Koledzy.

1. Nie da się uratować klubu zaciągiem z drużyny młodzieżowej. Po prosty się nie da. Jak świat światem, drużyny seniorskie zjadają na śniadanie drużyny juniorskie, tak jak nawet najlepsza drużyna kobieca dostanie baty od niskoligowego zespołu męskiego. Musiałaby być naprawdę ogromna dysproporcja umiejętności (albo niewielka różnica w wieku) pomiędzy juniorami a seniorami, żeby wygrali ci pierwsi. Przecież oni jako drużyna nie dali sobie rady w rywalizacji kilka lig niżej.

To jest oczywista oczywistość, którą zresztą mieliśmy okazję obserwować całkiem niedawno, kiedy wystawialiśmy skład w połowie oparty na ściągniętych z CLJ/juniorów. Opowieści o tym, żeby wywalić stałych graczy i na ich miejsce wstawić tych młodych chłopaków należy włożyć między bajki. Nie pomoże to nikomu. Z taką drużyną wygra nawet stojąca naprzeciw drużyna specjalistów od spadku, z Zubasami i Mójtami na czele, więc się nie utrzymamy. Nie ogramy też takiej drużyny, bo ogranie grupy juniorów tak, aby mogli rywalizować jak równy z równym z seniorami zajęłoby przynajmniej trzy lata. Myślenie o tym, że po tym sezonie już będą tak ograni, że będą wymiatać jest myśleniem życzeniowym. Więc po sezonie ogranej drużyny też nie będziemy mieć przy takiej strategii, nawet pewnie nie na I ligę. Juniora się "ogrywa" w ten sposób, że daje się mu szansę grania obok seniorów i nauki od nich, a nie w ten sposób, że oczekuje się od niego, że wejdzie do składu i "pociągnie" resztę. Prędzej się go zdołuje, nie wspominając już, że na wypromowanie w meczach, w których wiecznie będzie dostawał po tyłku jest praktycznie niemożliwe.

Więc troszkę spokoju proszę - ogrywanie juniorów tak, ale z głową i nigdy tak, aby stanowili oni istotną część składu, nigdy tak, aby składać na ich barkach ciężar utrzymania.

2. Długi się roluje, o ile ma się możliwość ich zrolowania. Rolowanie to zaciągnięcie nowego, większego(sic!) długu na spłatę długu starego. To przede wszystkim oznacza, że trzeba od kogoś dostać nową pożyczkę/kredyt/odroczenie spłaty. Do tego trzeba mieć zdolność kredytową.

Przypomnę, całkiem niedawno TF, mając (o ile pamiętam) ok. 280 mln zł rocznego zysku i pokaźny majątek nie mogła dostać kredytu, bo banki uznały, że TF traci pieniądze wkładając kilka milionów rocznie do Wisły. To jak potraktują włożenie pieniędzy do samej Wisły? Już pędzą z refinansowaniem zobowiązań Wisły...

Po drugie, jak wspomniałem, rolowanie to zwiększenie długów, podczas gdy my co rundę walczymy o to, aby długi zmniejszyć i uniknąć widma nieprzyznania licencji.

Po trzecie, Wisła (podobnie jak większość klubów piłkarskich zresztą) nie ma możliwości ustanowienia żadnych zabezpieczeń kredytowych. Praktycznie żadnego majątku trwałego (ani stadion, ani baza nie należą do spółki) plus rokrocznie kurczące się jedyne wartościowe składniki niemajątkowe, które sprowadzają się do... praw do zawodników. Które mogą wygasnąć w każdej chwili (wystarczy trzy miesiące zaległości w wypłaceniu pensji i prawo do nawet najdrożej wycenianego zawodnika na świecie znika), a egzekucyjnie i tak się z niego nic nie da wyciągnąć (nie, nie da się zawodnika sprzedać na licytacji komorniczej - to nie niewolnik). Czyli jedno wielkie NIC pod względem zabezpieczenia zobowiązań.

Po czwarte, naszymi głównymi zobowiązaniami są pensje zawodników. Ich akurat rolować praktycznie się nie da, tj. nie możesz się umówić z zawodnikiem, że zapłacisz mu później, rozłożyć na raty itp. To znaczy możesz, ale tylko raz (a w każdym bądź razie nie możesz tego odkładać w sposób długoterminowy - tutaj mogę się mylić), powtarzanie tego mechanizmu jest niezgodne z wymogami licencyjnymi.

3. Założenie, że zawodnik z kartą na ręku jest zawodnikiem darmowym jest jednym z największych mitów krążących po środowiskach kibicowskich. Żeby podpisać z takim zawodnikiem kontrakt trzeba po pierwsze sporą sumę pieniędzy "za podpis", po drugie zabezpieczenie finansowania jego pensji. To nie jest tak, że wolni gracze przyjdą do Wisły, żeby "mieć ją w portfolio". Nie ci, których chcielibyśmy tu widzieć, którzy mogliby zrobić różnicę. Więc dopóki nie będzie nas na takich graczy stać, dopóty nawet ci z kartą na ręku do nas nie przyjdą. Zwłaszcza teraz, kiedy wszędzie poszła fama, że pieniędzy w klubie nie ma.

4. Aktualny zarząd nie miał żadnych realnych możliwości na dokonanie transferów do i z klubu w okienku finansowym. Za mało czasu, za mało pieniędzy, za mało kontaktów. Gramy więc tym, co mamy. I trzeba się do tego przyzwyczaić. O cuda prosi się w kościele "instancje wyższe", a nie oczekuje się ich od zwykłych śmiertelników od kilku dni zasiadających w zarządzie zdezelowanej finansowo i organizacyjnie spółki.
Odpowiedz cytując