|
To się nazywa błędne koło.
Żeby uruchomić więcej kas, trzeba:
- znaleźć odpowiedni punkt,
- wyposażyć ten punkt w odpowiednią infrastrukturę,
- zatrudnić kasjera,
- pokryć pozostałe koszty bieżące funkcjonowania punktu (media, czynsz).
Żeby to zrobić, trzeba mieć pieniądze (załóżmy, że to te 50-100 tys., o których wspomniano wyżej). Jeśli się tych pieniędzy nie ma (bo jest już po nie ustawiona kolejka wierzycieli i pracowników czekających na wypłaty), to nie będzie się zarabiać w ten sposób kolejnych pieniędzy.
I to oczywiście przy założeniu, że taki punkt kasowy jest w stanie zarobić na siebie (pokryje koszty i marżę zysku), co przy dotychczasowej tendencji w zakresie frekwencji, poziomu sportowego i jakości marketingu było mocno wątpliwe.
Gdyby to było tak proste, pewnie któryś z kolejnych zarządów by się na to zdecydował.
|