|
Ja się obawiam, że ta "umowa dżentelmeńska" polegała na tym, że Meresiński rzucił wszystko w cholerę i nawiał za granicę, gdzieś na palmę, może nawet dosłownie. Wystawił tylko kwity na jakiegoś prawnika i rzucił mu na odchodne, by sprzedał wszystko w cholerę, tj udziały w projekt-gmina i Wiśle.
I teraz już Meresińskiego nie ma, a nie wiadomo czy ten prawnik nie rzuci tym w cholerę, gdy zobaczył jaki to pasztet (poza tym nie wiadomo czy Meresiński mu nie zapłacił obietnicami, czyli jak wszystkim), a najgorsze, gdyby, o zgrozo, udziałami w projekt-gmina zainteresowali się komornicy...
Mam nadzieję, że jestem przewrażliwiony i za chwilę wszystko dobrze się skończy...
|