|
A tak do rzeczy: kiedyś udzielałem się więcej na tym forum, później mniej, później po prostu zostałem kibicowskim piknikiem. Jednak jedną rzecz, jaką zapamiętałem na tym forum, mowa o wpisie jednego z użytkowników, sprzed może 10 lat, jeśli nie więcej, to to, że ktoś kiedyś napisał mniej więcej coś takiego: jeszcze będziecie płakać za skromnym 1:0 w chu*ym stylu. To były czasy, kiedy Wisła klepała wszystkich po 3:0, ale mimo wysokich zwycięstw zdarzały się mecze bez stylu, bez fajerwerków. I chociaż ten mój wpis byłby aktualny już od kilku lal, kiedy trwa cały ten marazm, to jednak teraz jakoś dobitnie i bardziej niż zazwyczaj to "będziecie tęsknić" nabiera jakiegoś innego wymiaru. Smutno. Smutno, bo pewnie wielu z was pamięta te mecze, kiedy żyło się Wisłą, kiedy w ostanim, mistrzowskim meczu wbiegało się na murawę, do kieszeni chowało się kłębki trawy na pamiątkę, kiedy wycinało się siatkę z bramek, kiedy po prostu żyło się Wisłą. Kiedy Guli porywał cały stadion, kiedy człowiek był dumny, kiedy mógł powiedzieć przed kumplami, że na się Guliego, kiedy można było przybić z nim piątkę, kiedy przed, w trakcie, po meczu, było to coś, co trudno dziś nawet zdefiniować. Kiedy można było być świadkiem, kiedy na starej X Guli po raz pierwszy wszedł do młyna, spontanicznie, bez wcześniejszego planowania, kiedy porwał cały stadion, kiedy on i te tysiace osób przychodzące na mecz miały ten błysk w oku, to coś. Kiedy były "szarakany", ale zamiast niechęci i pogardy człowiek czuł jakąś taką dumę, że oni są, że ultrasi, że szarakany, że zwykłe pikniki to jedność, to Wisła. Nie wiem, ile w tym zasługi tych złotych lat, lat sukcesów, a ile po prostu magii tamtych czasów. Dziś coraz częściej łapię się na tym, że Wisła to tylko 5 liter. Mimo, że to piękna historia, mimo że to wspaniały klub, to dziś dla mnie Wisła jest tylko Wisłą, a nie aż Wisłą. Sorry, że nie na temat, ale ot takie rzeczy przychodzą do głowy, kiedy dziś patrzy się na to wszystko. Po prostu szkoda, szkoda tego co było, bo dziś wiem, że to "coś", co miałem szczęście na Wiśle przeżywać, i nie chodzi mi tylko o wyniki i wspaniałą grę, chyba już nigdy nie wróci. Po prostu przykro. Acz cieszę się z tego, że dane mi było być częścią tamtej Wisły, częścią tego czegoś, co tak naprawdę nie da się przełożyć na słowa.
Powód: kłamstwo
Ostatnio edytowane przez rav : 15.08.2016 o godz. 07:53.
czy wygrywasz czy nie, zawsze ja kocham Cie
|