Krotochwila napisał(a):

Jeśli bardzo się skupię i pomoże mi ktoś sprytniejszy jak Ty, to potrafię.
Guzik wiesz jak zabezpieczone są te kredyty bankowe, może się okazać, że nie tylko majątkiem spółki ale też akcjonariuszy. To się zdarza, chociaż niezwykle rzadko. To po pierwsze.
|
Teoretycznie jest to możliwe, chociaż niemal nieprawdopodobne - po to zakłada się spółki kapitałowe, żeby udziałowcy/akcjonariusze nie ponosili odpowiedzialności za zobowiązania spółki. Dlatego chyba sam przyznasz, że sytuacja, o której piszesz jest b. mało prawdopodobna i nic nie wskazuje na to, żeby BC nabył Wisłę od TF przy pomocy dwóch panów z końca Polski, którzy chcieli kupić Koronę, którzy nie wzbudzili zaufania u kibiców oraz z których jeden ma prowadzone postępowanie karne.
Ad rem:
W sytuacji, w której znalazł się klub nie mam żadnej satysfakcji z tego, że mogę teraz napisać: "a nie mówiłem?".
Z punktu widzenia Wisły nie ma znaczenia, czy jej nowy współwłaściciel jest skazany, czy nie; czy jest niewinny, czy nie. Istotne jest to, że do tej pory zaprezentował się szerokiemu gremium tak, że każdy jest skłonny w jego winę uwierzyć. Nie mówię, że to racjonalne albo słuszne, ale wielu ludzi ma jakiś instynkt zachowawczy i wyrabia sobie asocjacje - określony typ ludzi łączy z określonym zachowaniem. Nie porównywałbym problemów BC i MJ. Czym innym są różne próby (nawet chamskiej) optymalizacji w wielkiej spółce, która zajmuje się czym innym niż tylko wyłudzeniami, a czym innym śledztwo w sprawie/postępowanie przeciw w przypadku wyłudzenia VATu.
Wisła traci na tej sytuacji wizerunkowo (ktoś tu pisał o nowej erze marketingu?), finansowo itd. Piłkarzom może być obojętne, kto im płaci - pod warunkiem, że będą tę pensję dostawać. Jest różnica pomiędzy imperium finansowym właściciela Bayernu, który nawet po zapłaceniu wielomilionowej grzywny wciąż jest bogaczem i nikt nie będzie zajmował i licytował mu klubu, a człowiekiem, który takich możliwości nie ma i jego nowo nabyte przedsiębiorstwo może zostać zajęte. Być może moralnie obu należałoby ocenić podobnie. Ale skutki dla prowadzonych przez te osoby klubów będą diametralnie różne.
Jeszcze raz powtarzam. Obawiam się, że najbardziej prawdopodobna jest wersja, że BC nie tyle nie zdołał kogoś prześwietlić, ale że nie prześwietlał. Jemu zależało na sprzedaży jak najszybciej i bez problemów, oni przedstawili gwarancje i nie chcieli robić audytu.
Sytuacja, w której się znaleźliśmy nie jest winą dziennikarzy z Warszawy. Właściwie nie winiłbym też Cupiała - nie było innych chętnych na klub, on ratował siebie i TF. Nie ma potrzeby ani stawiać mu pomników, ani wieszać na nim psów.