Uran235 napisał(a): 
Garść przemyśleń.
Piątek zweryfikował Pogoń Szczecin. W tej formie to kandydat do spadku, grają piach - dziurawi w tyłach, bez pomysłu z przodu, w środku - jak to u Moskala - wysoka kultura, ale zero agresji.
Z Arką pierwsza połowa dramtyczna, nie istniała żadna formacja i chyba tylko Bartosz zagrał mecz na przyzwoitym poziomie.
Drużyna wyszła na boisko totalnie zdekoncentrowana. Powiedziałbym, że wychodzi okres przygotowawczy, motoryka jest okej, ale wszystko inne leży, bo nogi niosą ale organizm nie słucha. Jednakże druga połowa pokazała, że może być znacznie, znacznie lepiej, więc nawet jeżeli jest w tym wszystkim rola zmęczenia, to piłkarze do meczu z Arką podeszli niepoważnie.
Co nie działało? Przede wszystkim doskok i korekcja pozycji. Piłkarze reagowali pojedynczo i z sekundowym opóźnieniem, ustawiając się względem przeciwnika z opóźnieniem - to aż kłuło w oczy, wyglądało jakby ktoś ich wybudzał z drzemki - "a tak, oni grają, miałem coś zrobić" i to tym bardziej ze reagowały nie całe formacje a tylko poszczególni piłkarze, którzy akurat znaleźli się najbliżej akcji.
To przy agresywnej, konsekwentnej postawie Arki, która dobrze wiązała nas w małej grze przesądzało o tym, że mecz kompletnie nam się nie układał i nie byliśmy w stanie realizować żadnego planu.
Jednak i tak Arka nie była tak naprawdę groźnym rywalem, ich sytuacje brały się z koszmarnych błędów indywidualnych naszych piłkarzy. Pierwsza centra Arki do nieobstawionego zawodnika, najpierw ułańska fantazja Urygi, który zapomniał, że gra na stoperze, a którego przez calą akcję brakowało w tyłach i pociągnęło za sobą kilka błędów w przesunięciu. Irracjonalne zachowanie Sadloka, który zbiegł na pamięć kryć powietrze i zostawiając krytego zawodnika. Potem błąd Brleka, który wyłożył piłkę rywalom przy akvji bramkowej. Potem jeszcze prezent Cywki przy wyprowadzeniu piłki. Strat było znacznie więcej, ale te były chyba najbardziej opłakane w skutkach. No i błąd Miśkiewicza.
Generalnie większości piłkarzy brakwało dzisiaj jakości w przyjęciu, podaniu, strzale, ale najgorzej spisali się napastnicy, tak byli osaczani, ale bez przesady - pi razy oko - połowa ich błędów była niewymuszona, oni też jako bodaj jedyni nie zaprezentowali lepszej dyspozycji po przerwie. Pod to wszystko można jeszcze podciągnąć Boguskiego, który był zwyczajnie nijaki.
Małecki z Mójtą - to po prostu nie działa. Nie wiem czy to wina dyspozycji Mójty, czy stylu gry obydwu zawodników, czy zwykłego braku zgrania, ale z pietrzakiem wygląda to o niebo lepiej. Bardzo dobra zmiana.
O Brleku już pisałem. Wyszedł na ten mecz zesrany i przez pierwsze pół goziny tak właśnie grał - jakby targał rzadkiego kloca w majtach i bardziej uważał żeby się nie skompromitować, niż żeby grać w piłkę. Elektryczny, piekielnie nieprecyzyjny. Prokurował bardzo groźne straty. Tak, brakowało mu wsparcia, ale nie wszystko można na to zrzucić - po nim było widać, że coś jest bardzo nie tak z jego dyspozycją psychiczną.
Miśkiewicz - przypomina się Pawełek z "najlepszych" dni.
Cywka - po pierwszym meczu byłem ciekaw jak się będzie prezentował. Arka zaspokoiła moją ciekawość. Obym nigdy więcej nie musiał oglądać go na stoperze. Jaki Cywka jest, każdy widzi. Nie przeskoczy swoich braków, ale przynajmniej zapierdala. Mimo to występ zwyczajnie słaby.
Uryga - w grze na 3 stoperów był fatalny, po przejściu na dwójkę pokazał, że da się gorzej. Dziecko we mgle.
Sadlok - takimi meczami przypomina czemu jego kariera ugrzęzła na mieliźnie. Gość potrafi odstawić taką mańanę w tyłach, że pierwsze mecze Bunozy jawią się jako synonim solidności.
Bartosz - dopóki miał siły grał okej. Mączyński chyba zapomniał jak wyglądał te 10 lat temu. Chłopak mu pokazuje, że nie da rady grać, że nie pójdzie do przodu, bo nie ma już siły, a Mączyński"zachęca" go piłkami na wolne pole i jeszcze ma pretensje, że Bartosz nie daje rady. Pewnie, fajnie jakby wytrzymał ten mecz, ale że jako jeden z niewielu zapierdalał od samego początku, to można go rozgrzeszyć.
Mójta - napisałem wyżej. Na dziś ława i oglądamy co pokaże Pietrzak.
Brlek - w sumie też już dostało mu się wyżej. Coś w tym chłopaku jest, nawet dzisiaj dał kilka piłek, wygrał kilka pojedynków. Ale od pierwszej minuty było widać, że jest coś nie tak z głową.
Małecki - do przerwy nie będę go rozgrzeszał, grał jak reszta. Po przerwie wiodąca postać. Obok Mączyńskiego i Pietrzaka najlepszy po zmianie stron.
Boguski - gdzieś tam był w sumie przy pomyślnych wiatrach mógł mieć dwie czy trzy asysty z akcji Bartosza, a jednak trudno powiedzieć zę miał wielki wpływ na mecz. Był jakiś taki - nieobecny, niezauważalny.
Ondraszek - do tej pory bywało lepiej, bywało gorzej, ale tak słabo nie było w Wiśle jeszcze nigdy. Nie umiał zgrać piłki po wrzucie z autu - było tak źle.
Brożek - kombinował, szukał, machał rękami, ale o ile miał siłę biegać, to na kopanie piłki już nie. Po prostu byłó widać, że w kluczowych momentach nie miał z czego kopnąć, przez to strasznie brakowało precyzji.
Mączyński - lider. Wziął sprawy w swoje ręce i poukładał to wszystko - tak drużyna pracowała lepiej, tak Arka się cofnęła, ale jednak przeskok w porównaniu z Brlekiem niewiarygodny.
Pietrzak - zagrał po prostu bardzo dobrze i pokazał, że z Małeckim można grać dwójkowo na skrzydle.
Zachara - dzisiaj taki Boguski bis.
Miejmy nadzieję, że to z drużyny schodziło zmęczenie przygotowaniami, bo jeżeli mamy rozgrywać takie mecze przez resztę rundy, to trzeba się liczyć z piciem na smutno. Arka zagrała b. dobrze od strony wolicjonalnej i taktycznej, ale umiejętności zaprezentowała raczej pierwszoligowe.
|
Idealne podsumowanie meczu brawo! 😉
|